Dziś będziemy się pastwić nad kolejną grupą społeczną, znaną
niemal wszystkim, jaką stanowią nauczyciele. Nauczyciel jest obiektem, który
został stworzony by skutecznie wybić młodym ludziom z głowy takie bzdury jak
nauka. Może występować też pod nazwą gnida, menda, jędza, staruch/starucha,
dziad, facet/facetka.
Gatunek ten spotykany jest w placówkach oświatowych. Jego
hobby to przynudzanie przez 30 lat na te same tematy i próba wmawiania słuchaczom,
że to co mówi jest ważne i ciekawe. Z reguły jest to osobnik, który więcej wie
niż rozumie. Żyje zawsze w zamkniętym świecie ograniczonym wyłącznie ramami
przedmiotu, którego uczy. W przeszłości naczytał się jakiś dyrdymałów i teraz
na siłę próbuje zainteresować tym innych.
Nauczyciel i uczeń od zarania dziejów zawsze stali po
przeciwnych stronach barykady. Walka jaką te strony ze sobą prowadziły i
prowadzą nadal jest głęboko niesprawiedliwa, ponieważ nauczyciel jest w tej
walce faworyzowany przez MEN. Symbolem władzy nauczyciela nad uczniami jest
dziennik lekcyjny, do którego nauczyciel wprowadza dane pozyskane w procesie
weryfikacji wiedzy ucznia, potocznie nazywane ocenami. Nauczyciel ma do
dyspozycji skalę ocen od 1 do 6, ale zazwyczaj korzysta tylko z pierwszych
dwóch elementów tego zbioru.
Ze względu na wąski zakres specjalizacji, nauczyciel z
reguły nie ma pojęcia o istnieniu innych dziedzin wiedzy i życia, które nie są związane
z przedmiotem, który wykłada. Z tego też względu, traktuje go jako jedyną
istniejącą na świecie formę rozrywki i usilnie przekonuje uczniów, że ma rację.
Swój przedmiot zawsze uważa za najważniejszy, natomiast informacje jakie
przekazuje za niezbędne do funkcjonowania w świecie. Z reguły okazuje się
jednak, ze wiedza, którą nauczyciel próbował wpajać uczniom, przydaje im się
wyłącznie raz – na sprawdzianie z zakresu który tę wiedzę obejmował.
Podczas trwającej 45 minut sesji tortur, nauczyciel
terroryzuje uczniów wykorzystując ściśle wyselekcjonowane metody. Najważniejszą
jest oczywiście masowe maltretowanie gremium przy użyciu wykładu związanego z
tematem zajęć. Ponieważ uczniowie wypracowali mechanizmy obronne to do
podstawowego przynudzania dokładają się pytania na wyrywki, uciszanie klasy,
konfiskata telefonów komórkowych i wybudzanie z letargu osobników, którzy
zajęci są myślami o czym innym. Do masowego maltretowania dokłada się inne
narzędzia nauczycielskie takie jak pytanie na ocenę. Długość odpytki jest
proporcjonalna do wiedzy ucznia z danego tematu, ponieważ musi trwać tak długo
aż uczeń udzieli błędnej odpowiedzi lub nie udzieli jej w ogóle. Wówczas dopiero
można go oddelegować na miejsce z jedynką i w zależności od możliwości
czasowych przepytać następnego delikwenta. Jeżeli nauczyciel ma silne
wewnętrzne parcie na odpytki, może zastosować kolejne narzędzie tzw. krótka
masowa odpowiedz pisemna, znana też jako kartkówka bądź kartkóweczka. Rytuał
kartkówki rozpoczyna się słowami „wyciągamy karteczki” i wówczas nie ma już
ratunku. Z przepisów wynika że zarówno odpytka w wydaniu indywidualnym jak i
masowym może obejmować wyłącznie materiał z 3 ostatnich zajęć, ale nauczyciele
uzurpowali sobie prawo do utworzenia marginesu błędu, który wynosi 2 -3
semestry wstecz. Nauczyciel zawsze konsekwentnie obstaje przy zdaniu, że
pytania jakie podyktował są banalne, bo to podstawowe zagadnienia, dlatego
wśród uczniów zdarzają się wybitne jednostki, którym uda się otrzymać ocenę
pozytywną 2 lub przy wsparciu szczęścia 2+.
Jeżeli nauczyciel nie jest zadowolony z działań pojedynczych
ciosów złożonych z kolejnych kartkówek, wówczas stosuje multikill’a w postaci
klasówki, stanowiącej tajną broń kombo nauczyciela. Klasówka, bądź też
sprawdzian może obejmować materiał z 4 tysięcy ostatnich lat i z reguły tyle
właśnie obejmuje. Pytania na sprawdzianie podzielone są na dwie grupy: łatwe i
trudne. Do pierwszej grupy należą pytania o imię i nazwisko oraz pytanie o
numer w dzienniku. Do grupy trudnych zalicza się wszystkie pozostałe pytania.
Sprawdzian jest zawsze przewidziany na jedną godzinę lekcyjną, choć większość
uczniów wyczerpuje swoje zasoby wiedzy po około 3 minutach. Klasówka to też 45
minut, gdy zawsze wszystkowiedzący nauczyciel nagle zapomina cały materiał. Na
pytania uczniów o jakąś podpowiedź zawsze twierdzi, że nie wie bądź nie
pamięta. Zawsze jednak jest tak, ze gdy przychodzi do sprawdzania prac to znów
wszystko sobie przypomina.
Oprócz narzędzi powszechnie stosowanych podczas trwania
lekcji, istnieje też instytucja pracy domowej. W założeniu twórców miał to być
element poprawiania relacji w klasie. Dzięki temu, najbrzydsza dziewczyna w
klasie też mogła być lubiana w zamian za zezwolenie na odpisanie homeworka. Z
upływem czasu, rola ta została zmarginalizowana, choć nie zlikwidowana.
Niemniej jednak praca domowa jest to zadanie do wykonania po godzinach, którego
realizacja jest możliwa dopiero po przeczytaniu 600 stron podręcznika. Udowodniono,
że nauczyciele stosują pracę domową z zawiści, że uczniowie po szkole mogliby
mieć czas dla siebie, a nauczyciel musi wieczorem ślęczeć i sprawdzać
kartkówki, których nikt mu robić nie kazał. Praca domowa podlega ocenie, ale
wyłącznie w przypadku gdy jest nieodrobiona. Wówczas otrzymuje się ocenę pod
tytułem jeden i do tego dodatek funkcyjny w postaci komentarza o nieuctwie i
leserstwie. W przypadku gdy delikwent zdążył przed zajęciami spisać pracę
domową, ocenia nie jest przewidziana, ponieważ obowiązkiem ucznia jest
podzielać zainteresowania nauczyciela.
Nauczyciel jest z natury buntownikiem, który nie może się
pogodzić z tezami ze gry, telewizja i
zabawy mogą być bardziej zajmujące niż
bitwa pod Cedynią czy endosymbioza pierwotniaków. Przed uczniami popisuje się
wiedzą, próbując dezawuować ich zdolności posługiwania się współczesnymi
dobrami techniki. Swoich uczniów dzieli na głupków, większych głupków i
matołów. Straszy ich konsekwencjami nieuctwa, nieudolnie próbując wymusić na
nich zmianę priorytetów. Drwi sobie z nich, opowiadając twierdzenia, że teraz
to młodzież ma łatwo, bo ma narzędzie szatana w postaci internetu i w ogóle
mnóstwo udogodnień, a za jego czasów to się trzeba było namęczyć, żeby się
czegoś dowiedzieć. Zdarza się też czasem, że wspomina swoich własnych
nauczycieli, mówiąc że on sam w porównaniu do nich to jest łagodny, ale
przypadki by ktoś z uczniów dał tym słowom wiarę należą do grupy incydentalnych.
Odrębną grupę wśród nauczycieli stanowią wychowawcy. Są to
nauczyciele, których zadaniem jest moralizowanie uczniów i utwierdzanie ich w
przekonaniu, że do niczego się nie nadają. Wychowawcy to zawsze pechowcy, bo
zawsze gdy dostają wychowawsto to trafia im się najgorsza klasa w ich karierze.
A kariera ta jest z reguły oszałamiająca. 35 lat pracy, 74 uwalonych uczniów,
1843 oceny niedostateczne, 182 dopuszczające. Do tego 256 osób przyłapanych na
jaraniu w męskim kiblu, 93 przyczajonych na przepisywaniu pracy domowej, 147
donosów do rodziców na zachowanie ucznia i 7 prób usunięcia ancymona ze szkoły
zakończonych powodzeniem.
Aby wynagrodzić wychowawcy konieczność sprawowania opieki
wychowawczej nad bandą matołów, otrzymuje on zawsze w prezencie jedną dodatkową
godzinę w tygodniu, podczas której może wybrać czy chce narobić każdemu z
uczniów siary przy całej klasie, opowiadając publicznie o jego ocenach, zagrożeniach
i skargach od innych nauczycieli, czy też pognębić uczniów organizując im
dodatkową godzinę masowego maltretowania ze swojej ulubionej dziedziny. Na
cześć wychowawców godzinę tę nazwano „godziną wychowawczą”.
W swojej pracy nauczyciele cenią sobie dwie rzeczy.
Pierwsza, to najwięcej dni urlopu spośród wszystkich grup zawodowych. Druga to
dość pewna gwarancja zatrudnienia. Mało prawdopodobne, aby po kilkunastu latach
zanudzania, katowania i zmuszania uczniów do zapamiętywania nudnej wiedzy,
któryś zdecydował się by dalej zgłębiać tajniki którejś z dyscyplin i w
przyszłości stanowić dla nauczyciela konkurencję.
I na koniec: najlepsze co nauczyciele mogą dać swoim uczniom to informacja o miesięcznym L4. Ale nigdy tego nie robią.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz