"Osobiście współczuję naszym komikom i kabareciarzom, ponieważ zdaję sobie sprawę, jak ciężko jest wymyślić groteskę, która będzie bardziej absurdalna niż polska rzeczywistość" - autor bloga
"Po przeczytaniu treści na tym blogu, możesz przyjąć punkt widzenia autora, lecz jeśli wolisz możesz pozostać przy swoim zdaniu, żyjąc ze świadomością, że jesteś w błędzie" - autor bloga

wtorek, 17 maja 2016

Autokpina


Fanem marki BMW jestem od lat dziecięcych i zawsze ceniłem sobie w niej to co ceniła sobie większość fanów koncernu – połączenie dynamiki z luksusem i potężnej mocy z piękną linią. To też pamiętam jakie zdziwienie i oburzenie wywołała prezentacja koncepcji E65 odchodząca od kanciastych, ciosanych kształtów na rzecz nowej koncepcji. Dziś wiadomo, że projektant tamtego samochodu chciał by auto nawet po kilku latach nadal prezentowało się nowocześnie. Niemniej jednak był to szok, dla miłośników tych „klasycznych” BMW, który zapanował również w Polsce. To też tym bardziej dziwi sytuacja jaką obserwować można obecnie.

Kiedy po rozpoczęciu produkcji modelu E71 w 2008 roku pierwszy raz go zobaczyłem to zbaraniałem. W pierwszej chwili wydawało mi się, że ten samochód to żart ze strony BMW – od taki SUV typu nie wiadomo co. Nie mieściło mi się w głowie, że takie paskudztwo można traktować poważnie, a na pewno, że firma słynąca z pięknych samochodów może na poważnie brać ten projekt.

Niestety, użytkownicy samochodów na żarcie się nie poznali i lawinowo zaczęli wykupywać kolejne egzemplarze. Obecnie strach wyjść na ulicę Warszawy, żeby nie natknąć się na jakieś X6 po drodze. Dziś na odcinku ok 1,5 km na stołecznych ulicach naliczyłem ich aż 7(!). I już 8 lat czekam aż ktoś mi wyjaśni co takiego jest w tym samochodzie, że jego popularność jest tak wysoka.

To auto wygląda jak projekt nabazgrany na kolanie, w czasie przerwy na lunch. O linii nadwozia nie ma za bardzo jak pisać, bo nie da się tego opisać. Przedni zderzak wypchany gdzie się dało wlotami powietrza, maska typowa dla BMW, za nią mocno pochylona przednia szyba i nad nią linia dachu która ni cholery nie pasuje do reszty i wygląda jak odręcznie narysowana na odpieprz linia. Gdzieś tam kończy się dach i zaczyna tylna szyba a za nią pionowa ściana bagażnika, która wygląda jakby tam początkowo coś było z tyłu ale niechcący zostało ucięte tasakiem. Ten samochód wygląda jak zderzenie lodówki z pralką.

Początkowo można było odnieść wrażenie że lecą na niego kobiety. Ile razy przejeżdżało X6 to za kółkiem siedziała wytapetowana panienka z toną tapety na ryju i lepiącymi się od lakieru włosami. Zawsze taka cizia albo gadała przez telefon, albo pisała SMS, albo poprawiała szpachlę na gębie wgapiona w lusterko osłonki przeciwsłonecznej. Tak było kiedyś. Teraz okazuje się że te auta użytkowane są też przez facetów… No przecież to zakrawający na śmieszność widok jak parkuje X6 na chodniku w centrum a ze środka wysiada chłop w garniaku, wystylizowany na biznesmena, który auto pożyczył od żony.

nawet agrotunerzy nie są w stanie już bardziej oszpecić tego auta
Jakby dekadę temu ktoś pokazał mi zdjęcie X6 i powiedział, że tak już niedługo będą wyglądać auta jednej z moich ulubionych marek to odesłałbym człowieka na leczenie. Dziś okazuje się, że samochód który wygląda gorzej niż twarz boksera po 12 rundach walki, znalazł sobie ogromną rzeszę fanów. Jego sukces był tak wielki, że nawet największy konkurent – Mercedes postanowił wypuścić swoją kopię X6 która wygląda dokładnie identycznie (Mercedes GLE to się nazywa).

W całej tej farsie mają miejsce dwa dramaty – pierwszy że BMW – jedna z najbardziej szykownych i eleganckich marek samochodowych wypuściła na rynek jedno z najbardziej ohydnych aut jakie jeździły po planecie i drugi że ludzie to kupili. Po prostu, fani aut BMW z lat 80 i 90, którzy ginęli w klasycznych bemwicach przewracają się teraz w grobie. X6 nie bronią nawet parametry jazdy – w testach nie wypada lepiej od modelu X5, który nie tylko jest dynamiczny ale również jest ładny i proporcjonalny. I jeżeli X6 jest w jakiś sposób wstępem do tego, jak może wyglądać motoryzacja w przyszłości to ja poproszę jednak o szybki koniec świata.