"Osobiście współczuję naszym komikom i kabareciarzom, ponieważ zdaję sobie sprawę, jak ciężko jest wymyślić groteskę, która będzie bardziej absurdalna niż polska rzeczywistość" - autor bloga
"Po przeczytaniu treści na tym blogu, możesz przyjąć punkt widzenia autora, lecz jeśli wolisz możesz pozostać przy swoim zdaniu, żyjąc ze świadomością, że jesteś w błędzie" - autor bloga

czwartek, 30 lipca 2015

Inwigilacja

W dniu wczorajszym, koleżanka z pracy, która ma dwójkę dzieci w wieku szkolnym, zaczęła opowiadać o nowym rozwiązaniu, które zostało zastosowane w szkole do której uczęszczają jej dzieci.

Z ciekawości postanowiłem dowiedzieć się szczegółów i okazuje się, że edukacyjna machina terroru postanowiła się zmodernizować by jeszcze bardziej obrzydzić życie uczniom. Chodzi o tzw. elektroniczny dziennik. Z samej nazwy można się domyśleć o co w tym chodzi. W dużym uproszczeniu – nauczyciel w szkole wypełnia e-rubryczki a rodzic w domu się loguje na e-dziennik i sprawdza sobie postępy dziecka… lub ich brak.

Dla uczniów oznacza to katastrofę związaną z zamianą kontroli rodzicielskiej na totalną inwigilację. Uczeń nie będzie w stanie cieszyć się ani chwilą wolności, ponieważ wszystkie jego grzechy i zaniedbania, poprzez system elektronicznego donosicielstwa, zostaną natychmiastowo przekazane rodzicom a potem to już memento przerąbane.

Powszechnie wiadomo, że jedynym czego szkoła potrafi człowieka w życiu nauczyć jest umiejętność doceniania każdej wolnej chwili. Ciesz się młody człowieku chwilą wolnego, bo to eldorado wkrótce się skończy. I znowu zacznie się codzienna wielogodzinna sesja tortur, podzielona na 45-o minutowe sesje, która trwa przez 10 miesięcy w roku, 5 dni w tygodniu i od 6 do 9 godzin na dzień. Teraz dzięki e-dziennikowi, szkoła może w jeszcze lepszy sposób spełniać rolę do jakiej została stworzona – zniechęcać ucznia do nauki, obrzydzać mu jakiekolwiek poznawanie wiedzy i niszczyć jakiekolwiek jego ambicje.

Elektroniczny dziennik ma oczywiście wszystkie bajery w jakie wyposażony jest każdy, nawet podstawowy system elektronicznego zarządzania. Wśród nich, jest na przykład taki banał jak wysyłanie powiadomień sms o zmianach w rubryce z nazwiskiem Twojego dziecka. I siedzisz se w robocie a tu przychodzi wiadomość „Rodzicu, informujemy że Twoja pociecha znów nie przygotowała się z ostatniej lekcji z przyry, za co otrzymała ocenę niedostateczną”. Albo młody człowiek pójdzie sobie na wagary a u rodzica w komórce wiadomość: „Rodzicu, w dniu dzisiejszym twoje dziecko, zerwało się z trzech ostatnich”. I memento przerąbane, bo na przykład moi rodzice byli źli na wagarowanie i nie chcieli zrozumieć, że to nie moja wina, że potrafię sobie samemu ciekawiej zorganizować czas niż robiła to szkoła.

Co musi czuć zatem uczeń, który siedzi w szkole z nieprzerwaną świadomością że cokolwiek zrobi, to zaraz matka się dowie co nawywijał. Taki dzieciak nie dość że dostanie szlaban na kompa, to jeszcze będzie zmuszony by po powrocie ze szkoły mieć ciąg dalszy tortur, gdzie najpierw rodzice przez godzinę będą na niego krzyczeć, a potem cały wieczór będą mu stać nad głową by do nocy ślęczał nad książkami.

Oczywiście przy tej okazji pojawi się stara śpiewka, że to wszystko dla dobra uczniów. Choć dlaczego MEN dla bora uczniów, dopuszcza odbieranie uczniom jakiejkolwiek swobody to już nie zostało wyjaśnione. Szkoła nie dość że skutecznie obrzydza każdemu uczniowi naukę, to jeszcze teraz może zaprzęgnąć do tego rodziców, by Ci wyręczali szkołę w tymże obrzydzaniu po godzinach.

piątek, 10 lipca 2015

Przegląd okresowy

Wczoraj dorwałem się do newsa w którym były omawiane nowe pomysły na rozwiązanie problemu niekoniecznie uczciwych przeglądów okresowych pojazdów.

Generalnie rzecz biorąc chodzi o to, że istnieje zjawisko polegające na przechodzeniu przez samochód przeglądu bez przeglądu, a nawet i bez samochodu. Za stosowną opłatą uzyskuje się pieczątkę w dowodzie i wpis do księgi. Władza postanowiła z tym skończyć.

Propozycji zmian jest kilka. Pierwsza to obowiązek fotografowania samochodu podczas przeglądu. Takie zdjęcia będą stanowić dowód że auto faktycznie było na stacji. No rewelacyjny pomysł wręcz. Teraz już żaden cwaniak nie przyjdzie z samym dowodem. Będzie trzeba przyprowadzić pojazd, żeby mu cyknąć parę fotek. Bo przecież nikt nie wpadnie na pomysł, by wjechać na kanał, otworzyć maskę, wsadzić do wydechu miernik poziomu spalin i zrobić kilka zdjęć i na tym przegląd zakończyć. Potem walnąć stempla i za rok ponownie to samo. Inna sprawa, że wiele stacji ma monitoring a mimo to lewizna ma się dobrze.

Pomysł drugi: poza pieczątką w dowodzie trzeba będzie wozić w samochodzie zaświadczenie ze stacji diagnostycznej (nie wiadomo czy zdjęcia też) potwierdzające przejście przeglądu. Bo załatwienie sobie na lewo takiego świstka będzie zapewne o wiele trudniejsze niż załatwienie pieczątki.

Pomysł dwa i pół: Do świstka dorzucana będzie naklejka również świadcząca o przejściu przeglądu. Naklejkę taką trzeba będzie przykleić na przednią szybę pojazdu. Zaraz obok naklejki rejestracyjnej. A w ogóle to jest taki pomysł, żeby wprowadzić również naklejki na przednią szybę określającą ekologiczność pojazdu. Mieszkańcy stref płatnego parkowania na przedniej szybie muszą umieścić też naklejkę abonamentową zwalniającą ich z jednorazowych opłat za parkowanie. Niepełnosprawni natomiast przyklejają plakietkę z numerem zaświadczenia, żeby móc parkować na spoko miejscach. Ja w ogóle proponuję żeby wprowadzić przepis zobowiązujący do zrobienia wyklejanki na przedniej szybie pojazdu. Niech policjant od razu na pierwszy rzut oka widzi z kim ma do czynienia. I tak: wolisz makaron od kartofli – umieść tą informację na przedniej szybie, bardziej pasuje Ci papier toaletowy Regina od Velvet – pierdzielnij naklejkę z tą wiadomością na szybę czołową, preferujesz jajecznicę na maśle zamiast na margarynie – wal info na szybę. Potem można sobie zorganizować konkursy, kto ma ładniejszą kompozycję naklejek na szybie przedniej, bo tylko do tego będzie się ona nadawała. Z oczywistych względów jej dotychczasowe zastosowanie stanie się niemożliwe do realizacji.

Całość projektu oczywiście ma szansę odnieść spektakularną porażkę, a pomysłodawcy zamiast zastanowić się dlaczego, rozważą pomysł obowiązkowego montażu neonu (oczywiście na przedniej szybie) z napisem „odwiedziłem stację diagnostyczną”. Jak debilnie naiwnym trzeba być, aby sądzić, że kawałek przylepca i wydruk A4 i sesja zdjęciowa rozwiążą problem lewych podbitek w dowodach rejestracyjnych. Inna sprawa, że wymaga się od kierowców by utrzymywali auta w stanie ideolo a każe im się jeździć po drogach, których stan ewidentnie nie sprzyja utrzymaniu należytego stanu pojazdu i jego podzespołu.