"Osobiście współczuję naszym komikom i kabareciarzom, ponieważ zdaję sobie sprawę, jak ciężko jest wymyślić groteskę, która będzie bardziej absurdalna niż polska rzeczywistość" - autor bloga
"Po przeczytaniu treści na tym blogu, możesz przyjąć punkt widzenia autora, lecz jeśli wolisz możesz pozostać przy swoim zdaniu, żyjąc ze świadomością, że jesteś w błędzie" - autor bloga

sobota, 22 listopada 2014

Niezadowolony vs niedouczony

Tematy ukraińskie w ostatnim czasie stały się nieco bardziej napięte niż zazwyczaj. Tam na Ukrainie mają teraz wojnę z rosyjską armią bądź też z separatystami ukraińskimi przebranymi w mundury rosyjskie, które można kupić w każdym sklepie z mundurami. Trzeba jednak powiedzieć, że Ukraińcy mają jedną fajną rzecz, którą należałoby wprowadzić też u nas.

Kwestia jest związana z zeszłotygodniowymi wyborami samorządowymi i ni cholery nie dotyczy oprogramowania, metodyki ani systemu liczenia głosów ani nie dotyczy działań w sytuacji awaryjnej (o tym gadają sobie w telewizji i niech se gadają a wyniki i tak dalej nie są w pełni znane). Natomiast Ukraińcy na swoich kartach do głosowania pod nazwiskami mają zawsze dopisaną ostatnią pozycję – głos przeciwko wszystkim wymienionym. I należałoby to jak najszybciej zastosować w Polsce.

A to dlatego, że na przykład ja poszedłem sobie zagłosować, i pozaznaczałem ludzików, ale ponieważ nie podobał mi się żaden z kandydatów na prezydenta miasta, bo obecny mnie wnerwia a pozostali to same cieniasy i do tego wystawieni przez ugrupowania o poglądach zakrawających na oddelegowanie do psychiatryka, to zaznaczyłem świadomie 3 pierwsze nazwiska wiedząc że oddaję w ten sposób nieważny głos.

Formalnie zadanie zostało zrealizowane, bo mój głos trafił do nikogo. Jednakowoż okazało się potem, że nieważnych kart w tych wyborach pojawiło się zatrważająco wiele. Telewizje w przerwach pomiędzy dyskusją o kompromitacji PKW a dyskusją o kompromitacji PKW w studio obok nadawały materiał, w którym wyjaśniono sytuację tłumacząc, że ludzie nie wiedzieli jak głosować.

Teraz idąc dalej, ktoś kto po zakończeniu wyborów zliczał moje głosy przy użyciu kartki, liczydeł czy czego tam (zważając na zaistniałą sytuację) podsumował moje głosy do rad dzielnicy i powiatu ale załamał ręc
e widząc ostatnią kartę na prezydenta miasta. I co? I pewnie wrzucił mnie do jednego wora ze wszystkimi pozostałymi, którzy oddali nieważne głosy, a potem telewizja mówi, że ludzie nie poradzili sobie z systemem oddawania głosów. I zaliczany jestem do tej grupy, bo moja karta bije statystykę nieważnych głosów. Fakt – większość ludzi, których głosów nie uznano zwyczajnie nie ogarnęła tematu jak to się machen i stąd takie wyniki. Ale ja wypraszam sobie, stawiania mnie w jednym rzędzie z bandą tumanów, którzy nie umieją przeczytać ze zrozumieniem 4-o wierszowej instrukcji jaka była na dole każdej karty. Przy uwzględnieniu, że oddawanie głosów jest dopuszczalne od 18-go roku życia, to rozumiem ludzi, którzy założyli, że kilka linijek wyjaśnienia wystarczy by wyjaśnić dorosłym! ludziom jak się takiej karty używa. A potem stawia się znak równości pomiędzy rzeszą bałwanów a takimi jak ja, bo ja doskonale wiedziałem jak należy zaznaczać swój wybór i dlatego wiedziałem co należy zrobić by oddać nieważny głos, działając świadomie.

Ktoś może powiedzieć, że w takim razie mogłem nie iść wybory, to bym w ogóle nie był liczony w statach. I przyznaję, że jestem pod wrażeniem geniuszu człowieka, który jako pierwszy na to wpadł. Jako pierwszy doszedł do wniosku, że skoro gdzieś mnie nie ma, to mnie tam nie ma. Z reguły problemy dotyczą sytuacji bardziej skomplikowanych, przestępcy dwoją się i troją co zrobić, żeby przekonać resztę, że ich nie było tam gdzie byli, a maniacy wielominutowego spóźniania się do roboty głowią się jak przekonać szefa, że o właściwej godzinie się było tam gdzie wszyscy widzieli, że się nie było. Jestem wdzięczny za poradę, ale dziękuję – postoję. Sam wpadłem na to, że mogę nie iść a mimo to poszedłem, bo po pierwsze: wówczas nie miałbym możliwości oddania głosów na pozostałych kartach, których nie chciałem marnować i po drugie: nie po to dziesiątki ludzi w czasach epoki słusznie minionej wypruwało sobie flaki, żeby doprowadzić do wolnych demokratycznych wyborów, żeby teraz znowu oddawać swój los w ręce innych. Inną sprawą jest, że większość nieidących na wybory to patentowane lenie, którzy nie mają odwagi się przyznać, że dupy im się ruszać nie chce, więc się usprawiedliwiają tym, że nie mają na kogo głosować. Co ciekawe ta sama banda leni po wyborach najwięcej skrzeczy że im się nie podoba to co robią Ci, którzy zostali wybrani.

Wracając do meritum, domagam się wprowadzenia dodatkowej opcji na kartach do głosowania, dzięki której możliwe stanie się rozdzielenie niezadowolonych z przedstawionych kandydatur od zwykłych baranów, którzy nie potrafią zrozumieć prostego i jednoznacznego tekstu na dole kartki.

piątek, 21 listopada 2014

Święte krowy polskich dróg


Kodeks drogowy wykreował pojęcie uczestnika ruchu po to by odróżnić uczestnika ruchu od nie uczestnika ruchu. Uczestnicy ruchu dzielą się na kilka grup, ale żadna nie stanowi tak ogromnego zagrożenia dla pozostałych jak piesi.

Czym zatem jest pieszy – jest to uczestnik ruchu drogowego, który swoim zachowaniem wnerwia wszystkich pozostałych uczestników, a potem ma jeszcze do nich pretensje o to, że ich wnerwia. Pieszy choć jest jedynym niezmechanizowanym uczestnikiem, wozi się jakby jechał Dodge Challengerem R/T z 69’. Dzieje się tak za sprawą istniejących przepisów drogowych, które stawiają pieszych na uprzywilejowanych pozycjach połączonych z ich własną interpretacją tych przepisów opartej głównie na metodzie „szwagier mówił”.

Szwagier może sobie gadać co chce ale nie zmieni to faktu, że piesi albo uważają że wolno im więcej niż im wolno, albo próbują pokazać że są równorzędnymi uczestnikami ruchu z kierowcami 18-o kołowych tirów transportowych, albo i jedno i drugie. Przez lata aklimatyzacji w miejskiej dżungli stali się największymi specjalistami od wymuszania pierwszeństwa, jakich nosiła matka Ziemia. Oto kilka twierdzeń, które każdy pieszy zna i bezwarunkowo stosuje:
    1. pieszy zawsze ma pierwszeństwo 
    2.  jeżeli pieszy nie ma pierwszeństwa, patrz punkt 1
    3.   przejście jest wszędzie tam gdzie można przejść suchą stopą na drugą stronę
    4.   obowiązek uważania na drodze leży wyłącznie po stronie kierowca
    5.   bez względu na okoliczności wypadku pieszy zawsze jest stroną poszkodowaną 
    6.   nie istnieje możliwość by pieszy był winnym spowodowania wypadku
    7. pieszy ma prawo pojawić się na jezdni w dowolnym miejscu i czasie w jakim mu się podoba
    8. aczkolwiek, kierowca nie ma prawa parkować na chodniku bo to nie jego teren
    9. pieszy nie jest zobowiązany znać przepisów ruchu drogowego
    10. pieszy jest najbardziej uprzywilejowanym uczestnikiem ruchu 
    11. jest nawet bardziej uprzywilejowany niż pojazd uprzywilejowany
    12. policja jest dziełem szatana, bo daje mandaty za przechodzenie na czerwonym
    13. pieszy przechodzący przez torowisko powinien kierować się przede wszystkim własną wygodą
    14.  jeżeli w wyniku hamowania przed pieszym na drodze w pojedzie pojawią się ranni z powodu uderzenia w szybę, barierkę lub cokolwiek innego to powinni być świadomi swojej winy, bo mogli tamtędy nie przejeżdżać. 
    15. Konieczność podbiegnięcia do autobusu lub innego środka komunikacyjnego jest wystarczającym usprawiedliwieniem do wtargnięcia na drogę, bez względu na pozostałe okoliczności
Kodeks nie dywersyfikuje dalej grupy pieszych, ale istnieje możliwość wyznaczenia kilku podzbiorów zbioru pieszych. Jak to bywa z podzbiorami w zbiorach, jeden element może być
jednocześnie elementem kilku podzbiorów. Ale to co wyróżnia podzbiory pieszych od klasycznych podzbiorów matematycznych to to, że pieszy może zmieniać podzbiory do których jest przynależny. Ich podział istnieje w oparciu o charakterystyczne cechy reprezentantów podzbiorów.
  •  AntyEinstein
Jest to gatunek pieszego, który nie ma najmniejszych szans na nobla z fizyki. Mimo wielu prób, wyliczanie wektorów prędkości swojej i pojazdu, współczynnika tarcia podeszwy o asfalt, uwzględnienie ciśnienia i temperatury powietrza i innych czynników odgrywających rolę nigdy nie doprowadziło go do poprawnego wyniku. W związku z tym AntyEinstein zawsze pojawia się na drodze w takim momencie, że nie ma mowy o czasie na reakcje kierowcy. Konieczne jest gwałtowne hamowanie, lub próba ominięcia debila, który wlazł przed maskę. Z zeznań uczestników wypadków drogowych wynika, że AntyEinstein jest człowiekiem z natury rozrzutnym, który dużo wydaje. Szczególnie wydaje mu się, że zdąży, że pojazd znajdował się 27 razy dalej niż rzeczywiści się znajdował, że pojazd poruszał się z prędkością parkingową, stał w miejscu, lub w ogóle poruszał się na biegu wstecznym. Czasem też AntyEinstein okazuje się być przysięgłym, bo przysięga na wszystko, że jak wchodził na drogę, to tego pojazdu tam nie było.
  • Światowiec
 Zwany też często message makerem, choć grupa ta nie ogranicza się tylko do producentów wiadomości na masową skalę. Są to wszyscy piesi, którzy idąc ulicą mają zbyt słabą silną wolę, by oderwać się od Fb, whatsuppa, pisania sms i zmuszeni są przez to iść z głową pochyloną nad ekranem telefonu. Dołącza się do nich także tych, którzy non stop zmieniają piosenkę w odtwarzaczu, lezą oglądając po drodze film, lub grają w grę w trakcie podróży (pieszej!!). Światowcy nie widzą świata poza swoimi elektrozabawkami – i to w sensie dosłownym. Nie ma co liczyć na to że taki ktoś zerknie czy nie nadjeżdża żaden pojazd. Ci ludzie nawet nie wiedzą dokąd idą, więc nawet nie zauważą że włażą na drogę na czerwonym.
  • Brytyjczyk mentalny
Jest to rodzaj pieszego, który jako jeden z nielicznych rozgląda się czy nic nie jedzie. Ze szkoły zapamiętał, że należy zerknąć w lewo i w prawo i stosuje tę zasadę, z tym że od końca. W praktyce wygląda to w ten sposób, że zbliżając się do przejścia rzuca okiem w prawo, w międzyczasie wchodzi na jezdnię i będąc mniej więcej w połowie drogi patrzy w lewo. W efekcie nie ma pojęcia, że po lewej cokolwiek nadjeżdża lub też przegapia moment w którym nadjedzie coś z prawej, gdy ten akurat patrzył w drugą stronę.

  • Sentymentalista
Jest to podzbiór silnie zasiedlony przez ludzi z grupy wiekowej 80+. Są to piesi, którzy wchodzą na ulicę w dowolnym miejscu, ponieważ od dziecka idąc do szkoły czy do sklepy tędy przechodzili. Czasem bywa tak, że w miejscach gdzie można spotkać sentymentalistę w czasach Zygmunta Augusta znajdowało się przejście dla pieszych. Sentymentalista nie uznaje bowiem jego „już nie istnienia”, bądź też ze względu na wiek nie zauważa zmian jakie nastąpiły na przestrzeni lat

  • Sztywniak
Sztywniak to rodzaj pieszego wyposażony w kręgi szyjne wysokiej sztywności, skutkujące niemożnością wykonywania obrotów głową. Sztywniak jest w stanie obserwować otoczenie wyłącznie w zakresie kątów widzenia gałek ocznych, gdyż tylko nimi porusza weryfikując ewentualne zagrożenie na drodze. Wszystkie pojazdy zlokalizowane dalej niż 3m od sztywniaka, pozostają niezauważone. Niektóre odmiany sztywniaka posiadają zdolność do chwilowego poluzowania kręgów szyjnych na skutek działania klaksonu.

  • Samolub niezależny
Rodzaj pieszego, który widzi wyłącznie czubek własnego nosa, choć nie wynika to z uwarunkowań
Kąty widzenia: obszar 1 - samolub niezależny,
1+2 - nie samolub i nie antysamolub niezależny
3 - antysamolub niezależny
CJM - centralna jednostka mózgowa
psychologicznych, więc nie jest zależne od jednostki. Jest to osobnik, wyposażony w zeza mocno zbieżnego, którego gałki oczne zawsze skierowane są w kierunku osi facjaty pieszego, co skutkuje tym, że najlepiej widzi on tylko własny nochal. Samolub niezależny cechuje się zawężonymi kątami widzenia, ewentualnie ich brakiem. Skuteczność procesu rozglądania się przed wejściem na jezdnię jest stosunkowo niewielka ze względu na niemożność objęcia odpowiednio szerokiego pola widzenia.

  • Antysamolub niezależny
Od samoluba niezależnego różni się tym, że cierpi na przeciwną, bardziej powszechną wersję zeza – zez rozbieżny, przez co nie jest w stanie zobaczyć własnego nosa, nawet w lustrze. Efekt natrafienia na takiego pieszego jest w równym stopniu niebezpieczny, ponieważ w jego przypadku proces rozglądania jest z góry skazany na porażkę, ponieważ w momencie obrotu głowy nadjeżdżające z danej strony pojazdy trafiają na martwą strefę pola widzenia antysamoluba.

  • Past driver
Osobnik, który przechodzi do innego wymiaru, z kierowcy stając się pieszym. Jest to człowiek, który parkuje samochód na chodniku, kierownicą od ulicy. Po zamknięciu auta przebiega na drugą stronę ulicy, do sklepu po fajki albo do domu, bo jest zbyt zmęczony żeby się doczłapać do przejścia. W przypadku powrotu do domu, jego pewność siebie wzrasta ze względu na to, że grasuje już na swoim osiedlu, więc więcej mu wolno.
  • Past driver pasywny
Osobnik który po wyjściu z samochodu zaparkowanego kierownicą od ulicy nie przechodzi na drugą stronę ale kręci się dookoła samochodu, otwierając wszystkie wrota i bagażnik na oścież. Past driver pasywny z reguły jest rodzaju żeńskiego i albo wyjmuje torebkę i inne klamoty z auta, których nie można było pozbierać bez wyłażenia na zewnątrz, albo wypakowuje z tylnej kanapy dziecko świeżo dostarczone do szkoły. Ze względu na znajomość przepisów ruchu drogowego u osobników płci żeńskiej, oraz mając na względzie ich poziom ogara, past driver pasywny nie zdaje sobie nawet spawy ze stwarzanego przez siebie zagrożenia i nie rozumie pretensji innych kierowców.
  • Pedant
Rodzaj pieszego, który ponad czas wykonania zadania przedkłada dokładność i jakość. W tej grupie dominują osoby z grupy wiekowej 80+ oraz te, u których współczynnik obwodu do wzrostu przekracza 2,84 : 1. Wchodzą one na przejście (wariant optymistyczny) lub wyskakują przed maskę (wariant realistyczny) i przechodzą z prędkością nie przekraczającą jednego kroku na kwadrans. Irytację oczekujących kierowców traktują jako przejaw arogancji i braku elementarnych zasad kultury. W przypadku przejść dla pieszych o ruchu kierowanym wejdą na pasy nawet przy migającym zielonym i będą kontynuować swoją podróż na drugą stronę przez co najmniej 3 serie zmiany świateł, ponieważ misję przejścia przez jezdnię wykonują powoli i dokładnie.
  • Sprinter
Jest odwrotnością pedanta a jego ulubioną dyscypliną sportową jest ganianie się z komunikacją miejską. Trenuje regularnie każdego dnia, próbując dogonić autobus, który mu właśnie spierdziela. Na jezdni pojawia się z nienacka i nagle, bez względu na układ świateł, obecność przejścia i sytuację na drodze. Z tego względu ratowanie samochodu przed uszkodzeniem przez rąbnięcie sprintera wymaga gwałtownego hamowania. Dostrzec go można dopiero w końcowej fazie dobiegu do ulicy, dodatkowo może powodować panikę, ze względu na szybkość przemieszczania się.
  • Tragarz
Pieszy, który porusza się w towarzystwie, stanowiących obciążenie fantów, takich jak siatki z zakupami. Ze względu na ogromną masę niesionych dwóch kostek masła i kartonu mleka, nie ma siły doczłapać się do przejścia, więc przechodzi tam gdzie ma najbliżej. Porusza się powoli, ale ze względu na masę fantów, zderzenie się z nim powoduje większe uszkodzenia pojazdu.

  • Car Mikołaj I
Rodzaj pieszego, który nie potrzebuje targać ciężarów, żeby włazić gdzie mu się żywnie podoba. Z definicji minimalista, który przemieszczając się z punktu A do punktu B zawsze podąża najkrótszą drogą, nie zawracając sobie głowy duperelami jak przejścia dla pieszych czy tory kolejowe. Nazwa gatunku jest związana z legendą o powstaniu linii kolejowej Moskwa – Petersburg.

  • Fotosyntezator
Osoba najczęściej z grupy wiekowej 85+, której wyróżnikiem jest tendencja do zatrzymywania się na
środku jezdni podczas przechodzenia na drugą stronę, celem odpoczęcia i nabrania sił na dalszą drogę. Jeżeli fotosyntezator jest dodatkowo wyposażony w pakiet pedanta to ilość przeczekiwanych serii zmian świateł może wzrosnąć nawet do pięciu. Złośliwi podkreślają, że gdy fotosyntezator zmierza na mszę do parafii, wówczas o dziwo, konieczność ładowania akumulatorów nie występuje.
  • Niejaśnie nieoświecony bez alibi
Pieszy, który oprócz tego, że wtargnie na jezdnię, albo znajdzie się na niej w miejscu i czasie, kiedy być go tam nie powinno, po gwałtownym wyhamowaniu przez nim, zwróci Ci uwagę, że mimo obowiązujących przepisów poruszasz się po drodze z wyłączonymi światłami mijania.
  • Niejaśnie nieoświecony z alibi
Upgread’owana wersja poprzedniego rodzaju pieszego, która oprócz tego, że wypomni Ci niewłączone światła to jeszcze stwierdzi, że z tego powodu nie był w stanie zauważyć, że nadjeżdżasz, pomimo słonecznej pogody i 100% widoczności.

  • Prowadzący pojazd uprzywilejowany
Grupa pieszych w wieku 80+ (głownie kobiet, szczególnie intensywnie występujących w okolicach bazarów lub lokalnego warzywniaka), lub młodych matek, które prowadzą aktualnie pilną rozmowę. W przypadku babć, mamy do czynienia z osobnikiem, który kieruje dwukołowym wózkiem z zamocowaną torbą na zakupy co stawia je w pozycji uprzywilejowanej ze względu na trudności w panowaniu nad pojazdem. Jeżeli chodzi o młode mamuśki, są to osobniki, które przekonanie o swoim uprzywilejowaniu czerpią z faktu pchania przed sobą dziecięcego wózka, dodatkowo wzmacniając je koniecznością prowadzenia ważnej dyskusji na temat nowego chłopa Jolki, uniemożliwiającą obserwowanie drogi.
  • Fotoradar
Pieszy, który jednym rzutem oka jest w stanie ocenić prędkość nadjeżdżającego pojazdu i za każdym razem wyciągnąć wniosek że była ona zbyt wysoka. W przypadku zwrócenia mu uwagi, że w tym miejscu się nie przechodzi, albo że ma czerwone, pieszy wyjaśnia, że gdybyś jechał z przepisową prędkością to on by zdążył przejść.
  • Buntownik
Rodzaj pieszego, który znajduje się w wieku młodzieńczego buntu i za wszelką cenę chce walczyć z ciemiężącym go systemem. Jego największym marzeniem jest wstąpienie w przyszłości do ONR-u i własnoręczne podpalenie tęczy na placu Zbawiciela. Nie uznaje on żadnych zasad narzucanych przez system, w szczególności zasad pierwszeństwa. Jest człowiekiem wyzwolonym, dlatego nikt nie będzie mu mówił, kiedy wolno mu przechodzić a kiedy nie.
  • Ninja amator
Określenie to ima się pieszego, który posiada zadatki na wojownika ninja. Wojownik ninja pojawia się nagle i nie wiadomo skąd. Ninja amator też pojawia się nagle, ale zawsze wiadomo skąd - zza autobusu. Ponieważ po wyjściu z tego środka komunikacji od razu planuje przejść na drugą stronę ulicy. W związku z tym ma tendencje do wyskakiwania wprost przed pojazdy z sąsiedniego pasa (w przypadku ulicy wielopasmowej i ninja wysiadającego z przodu autobusu) lub też pojazdy w przeciwległego pasa (w przypadku przystanków umieszczonych przy drogach jednopasmowych dwukierunkowych i ninja opuszczającego pojazd tylnymi drzwiami).
  •  Naśladowca
Rodzaj pieszego, którego sztandarowy przedstawiciel zalicza się do grupy wiekowej 8-14 lat. Jest to osobnik, któremu rodzice wielokrotnie powtarzali, że nie wolno przechodzić w miejscach niedozwolonych, a żeby lepiej zrozumiał wielokrotnie w obecności pociechy pokazywali mu jak nie wolno robić. Występowanie naśladowców z reguły ma miejsce w okolicach szkół podstawowych lub sklepów spożywczych dobrze wyposażonych w chipsy, słodycze, batony, gumy do żucia i inną żywność przeznaczoną do karmienia dzieci.
  • James Hetfield
Pieszy, który uwielbia metal i żyje z metalu. Dla odróżnienia od wokalisty Metalliki zwykło się określać go jako złomiarz. Jest jedynym rodzajem pieszego, którego tor poruszania się względem jezdni, jest zawsze równoległy do jej osi i nie prowadzi docelowo do przedostania się na drugą stronę. Człowiek ten opatentował znakomity mechanizm zwalniający go z odpowiedzialności za stwarzanie zagrożenia na drodze. Nie może bowiem zostać wylegitymowany przez służby mundurowe, ponieważ nie posiada dowodu osobistego ani, żadnych innych dokumentów. Komornik też mu może skoczyć, ponieważ nie zajmie mu dochodu, bo ten oficjalnie takowego nie posiada.

Oczywiście że można by wyróżnić jeszcze wiele pomniejszych grup pieszych. Problemem pieszych jest absolutna nieznajomość zasad ruchu drogowego, w tym podstawowej zasady – pieszy ma
pierwszeństwo na pasach. Tyle mówi przepis. Oznacza to tyle, że pieszy prawo do pierwszeństwa uzyskuje dopiero po wejściu na przejście, wcześniej przepuszczenie go wynika wyłącznie z uprzejmości kierowców… albo z wymuszenia. Dodatkowo przepisy określają czynność znaną jako wtargnięcie, czyli wyjście wprost przed nadjeżdżający pojazd – nawet na przejściu dla pieszych. Pieszy ma obowiązek zachować ostrożność i stworzenie sytuacji w której prowadzący pojazd zmuszony byłby do gwałtownego hamowania jest wykroczeniem, bez względu na legalnie istniejące w tym miejscu przejście. I wreszcie, sprawa najistotniejsza: jeżeli nawet pieszy faktycznie miałby pierwszeństwo to nadal nie zwalnia go z obowiązku obserwacji otoczenia. Jeżeli uderzy go ważący od tony wzwyż pojazd z prędkością rzędu 50 – 80 km/h lub wyższej to „manie pierwszeństwa” nie zmieni faktu, że po takim czymś będzie można delikwenta co najwyżej posprzątać z drogi.

poniedziałek, 17 listopada 2014

A wezmę se wcisnę

W dawnych czasach z dziejów komunikacji warszawskiej, do przewozu miejskiej dziczy, zwanym potocznie przewozem pasażerów, używano węgierskich wynalazków autobusopodobnych marki Ikarus. Ikarus był pojazdem wysokiego komfortu, posiadał skórzane siedzenia, drewniane obicia,
chromowane elementy wykańczające. Ale to co w tym momencie jest najbardziej istotne to przycisk request stop używany w wypadku zachcenia wysiąścia na request przystanku. Po prostu, jak osobnik chciał się wysadzić na najbliższym przystanku funkcjonującym na trasie jako przystanek na żądanie, wciskał sobie przycisk i kierowca otrzymywał powiadomienie, że przy tych czy tamtych drzwiach czeka pacjent co chce wysiąść. Nie mówię, że wciśnięcie przycisku skutkowało faktycznym zatrzymaniem bo z tym było różnie.

Poszkodowani byli wówczas pasażerowie tramwajów warszawskich, którzy nie mogli sobie nic wcisnąć, bo tramwaje zatrzymywały się obligatoryjnie na każdym przystanku na trasie. Aby to zmienić, zaczęto montować w tramwajach przyciski otwierania drzwi. Tramwaj podjeżdżał na przystanek, przycisk się zapalał, można se było nacisnąć i drzwi stawały otworem. Motorniczy lubili takie rozwiązanie, bo nie musieli się przemęczać. Początkowo tylko nieliczne sztuki taboru tramwajowego były wyposażone w to niezwykłe rozwiązanie. Najgorzej tą zmianę zniosły stołeczne babcie, którym zawsze najtrudniej się zaaklimatyzować w nowych warunkach społeczno – transportowych. Osobiście zdarzało się zaobserwować babcię, co stała z nosem na drzwiach i czekała, przycisk się świeci, ona czeka, tramwaj odjeżdża, babcia zostaje i drze się w kierunku motorniczego, że jest łajza. Z czasem jak przybywało tramwajów z guziczkiem to zdarzały się delikwentki, którym odjechały trzy tramwaje pod rząd. Motorniczy też mieli problem, bo nieraz dostali ochrzan za to, że nie „otwarli” drzwi i babcia nie mogła wysiąść, tam gdzie lubi (z reguły pod parafią, lub koło bazaru, ewentualnie w enklawie emerytek z wózeczkami na torby – koło hali mirowskiej).

Mimo tych ewidentnych niedociągnięć, rozwiązanie było dobre, zwłaszcza zimą, gdy nie wychładzało się bez sensu wnętrza pojazdu. Teraz kiedy większość pojazdów komunikacyjnych jest klimatyzowana, to unikanie bezcelowego wpuszczania powietrza z zewnątrz jest jeszcze bardziej korzystne. Dziś przyciski otwierania są wszędzie – w tramwajach, autobusach, metrze, pociągach Szybkiej Koleji Miejskiej (trzeba przyznać, że z tą szybką to miał autor poczucie humoru). Jednak mimo powszechności przycisków otwierania drzwi, dalej wielu użytkowników nie pojęło zasadniczo zasady ich użytkowania.

Przyciski otwierania drzwi można z grubsza podzielić na dwie grupy: programowalne i aktywowalne. Programowalne to te, które po wciśnięciu zapamiętują sygnał i otwierają drzwi, przy możliwie najbliższej okazji, tj. na przystanku. Naciskamy podczas jazdy, i diody sygnalizują, że podczas zatrzymania wrota zostaną rozpostarte. Co ciekawe, zapamiętywany jest pierwszy, najwcześniejszy sygnał. Kolejne aż do resetu są ingnorowane. A reset następuje w momencie otwarcia drzwi. Po jaką cholerę zatem, mimo sygnalizacji świetlnej gotowości do się zadziałania kolejne pasażery naciskają ten sam przycisk. Nie wiem, czy tym ludziom wydaje się, że po wielokrotnym naciśnięciu przycisku drzwi otworzą się szybciej, szerzej, albo w ogóle już w trakcie jazdy? Niestety, badania dowodzą, że niezależnie od ilości wciśnięć efekt zawsze jest jednakowy. Mimo to, notorycznie co przystanek można zaobserwować jak każdy pasażer musi se wcisnąć, bo gra z pozostałymi w grę typu kto nie wciśnie otwieraczki ten ciota. To działa trochę bardziej na zasadzie, kto pierwszy ten lepszy, bo tylko ten co pierwszy wciśnie może czuć się Ali Babą, reszta co cieniasy, co przegrały wyścig do magicznego guzika otwierającego portal pomiędzy dusznym i ciasnym pojazdem a brudnym i zasmrodzonym miastem. Algorytm działania przycisku programowalnego działa mniej więcej tak:



Przyciski aktywowalne mają tą cechę, że nie można ich zaprogramować w trakcie jazdy, ponieważ ignorują one komendy. Są natomiast aktywowane w momencie zatrzymania się pojazdu na przystanku. Niemniej jednak, pierwsze naciśnięcie powoduje aktywację funkcji. Niemniej jednak wielu dalej bawi się w kto nie wciśnie ten ciota, a ponieważ przycisk uaktywnia się dopiero na przystanku to do zabawy dołącza się cała chmara ludzi z zewnątrz, która już zdążyła skutecznie zastawić drzwi.

Cały ten ambaras nie dotyczy tylko przycisków otwierania drzwi, ale także przycisków stop,
będących odpowiednikiem ikarusowych request stopów. Co ciekawe, ludziska mają tendencję do ich naciskania nawet wtedy, kiedy przystanek nie jest przystankiem typu request. Z reguły następuje to natychmiast po zamknięciu drzwi, pojazd rusza i od razu ludziska rzucają się do przycisków stopu, żeby przypadkiem kierujący nie zapomniał, że ma się zatrzymać.

Nie wiem co kieruje tymi, którzy koniecznie muszą sobie wcisnąć, bez względu na to czy to jest uzasadnione czy nie. Możliwe, że chcą pozostawić w pojeździe cząstkę siebie w postaci odcisków paluchów na otwieraczce. Może też nie mają dość zaufania do innych i nie wierzą, że pozostali są w stanie skutecznie nacisnąć. Problem jest poważny, bo przeciskanie się i tratowanie ludzi byle by tylko wcisnąć wciśnięte irytuje takich jak ja, którzy spokojnie czekają na dojazd do przystanku, bo rozumieją, że szansa na bycie pierwszym wciskaczem w tej sesji wysiadania przepadła.

piątek, 7 listopada 2014

Wszyscy wynocha!

Dziś również tak się założyło, że miałem wątpliwą przyjemność doznać uroków jazdy warszawskim metrem. Pod koniec ubiegłego roku, lub na początku obecnego warszawskie metro dokonało zakupu nowych składów o nazwie Inspiro. W przeciwieństwie do poprzedników produkcji rosyjskiej, lub francuskiego Alstomu posiadają przegubowe połączenie pomiędzy wagonami.

Inspiro zasłynęło tym, że kilka dni po debiucie jeden ze składów miał lekką usterkę elektryczną która spowodowała niewielki pożar. Jeden ze strażaków który brał udział w akcji „ratunkowej” wyjaśnił potem swojemu znajomemu, że cały ten biały dym jaki pokazywała każda telewizja to nie żaden pożar, ale efekt użycia gaśnic proszkowych. Tenże znajomy podzielił się tą wiedzą ze studentami na jednym z wykładów. Niemniej jednak liczy się efekt, taki zamglony przez gaśniczy proszek obraz wyglądał bardziej spektakularnie.


Od poprzedników, różnią się jeszcze jednym drobiazgiem, który stosowany był dotychczas m.in. w pociągach Berlińskich S-Bahn’ów i U-Bahn’ów (w końcu Inspiro jest dziełem Siemensa). Chodzi o informację, która pojawia się w Berlińskich pociągasz przy dojeździe do stacji, gdzie poza jej nazwą można usłyszeć aufsteig rechts/links.

W wagonach Inspiro możemy spotkać się z polską wersją tej informacji. Jest ona wypowiadana żeńskim głosem, który brzmi jakby kobicie która to czytała wybito połowę zębów. Sama treść przekazu: proszę wysiąść na prawo/lewo.

I tu zaczyna się cały szkopuł, bo to zdanie w praktyce nakazuje pasażerom wysiąść – wszystkim. Bez względu na to czy na lewo czy na prawo, to choć jest to zdanie posiadające grzecznościową formę prośby, pozostaje zdaniem rozkazującym. Proszę wysiąść to uprzejme „wysiadać!” i mimo swojej postaci zachowuje formę polecenia.

No co to ma w ogóle znaczyć? Wsiadam sobie na kulturze do pociągu metra, bilet mam (nawet ważny), siadam sobie spokojnie, nie awanturuje się, nie wszczynam bójek, nie drę mordy… a i tak nakazuje mi się wysiąść na następnej stacji. No bo proszę wysiąść to proszę wysiąść. Nie usiłowałem co prawda dopytać czy pani bez zębów mówiła do mnie, ze względu na duże prawdopodobieństwo, że mi nie odpowie. Kto wie, może to jej pociąg i nie życzy sobie ona w nim jakiś obcych ludzi.

Warszawskie metro powinno zająć się tematem i to możliwie szybko, bo należy zauważyć, że pasażerowie jadący w starszych składach nie są wypraszani na kolejnej stacji po wejściu do pociągu. Pojawia się problem dyskryminacji, bo przecież konstytucyjna równość wobec prawa nie pozwala na odmienne traktowanie ze względu na płeć, rasę, religię, orientację seksualną czy markę pociągu, w którym akurat się jedzie. Intencje były dobre, wyszło jak zawsze.

Swoją drogą ciekawi mnie ile pani bez zębów przytuliła kasy, za użyczenie głosu do informacji, która jest zupełnie niepotrzebna. Bo na przykład mnie się wydaje, że w pociągu który ma całkowicie przeszklone drzwi a pomiędzy nimi duże okna da się we własnym zakresie oszacować po której stronie znajduje się platforma peronu. Nawet jeżeli ktoś będzie znajdował się na przeciwległej burcie składu, istnieje szansa, że po zobaczeniu za drzwiami ściany stacji, oddalonej o 20 cm zorientuje się że peron jest po drugiej stronie.

I wreszcie - nawet przetłumaczenie komunikatu DB na polski też nie wystarczy, bo wyjście po prawej/lewej w zasadzie niczego nie wnosi. Te pociągi mają drzwi po obu stronach, co znaczy, że po obu stronach znajduje się wyjście. Jeżeli już ktoś uparcie chce informować ludzi, po której stronie należy się spodziewać zadeptania przez współpodróżnych z głębi wagonu, to niech raczy zwrócić uwagę że to nie wyjście jest po prawej lub lewej, tylko peron. Wyjście z pociągu, jest tam gdzie są drzwi i nawet jeżeli peron znajduje się tylko po jednej stronie, to wyjście z drugiej nie przestaje istnieć, choć próba skorzystania z niego może być ryzykowna.

To tyle w tej kwestii. Korzystając z okazji, chciałem nakłonić by w najbliższych dniach pamiętać o oddaniu hołdu tym którzy walczyli o niepodległość – w końcu to dzięki nim mamy kolejny długi weekend.