"Osobiście współczuję naszym komikom i kabareciarzom, ponieważ zdaję sobie sprawę, jak ciężko jest wymyślić groteskę, która będzie bardziej absurdalna niż polska rzeczywistość" - autor bloga
"Po przeczytaniu treści na tym blogu, możesz przyjąć punkt widzenia autora, lecz jeśli wolisz możesz pozostać przy swoim zdaniu, żyjąc ze świadomością, że jesteś w błędzie" - autor bloga

poniedziałek, 17 marca 2014

Dlaczego należy zmienić listę lektur



Wstęp

Obecnie obowiązująca szkolna lista lektur szkolnych jest quasi stała a modyfikacje jakie są w niej dokonywane na przestrzeni lat są niewielkie. O ile wpływ lektur na etapie szkoły podstawowej, należy uznać za pożyteczny, bo nie sprowadza się jedynie do zapoznawania się z treścią książki, ale i nauką jej interpretacji, o tyle pozycje listy lektur gimnazjalnych należy uznać za dyskusyjne, a poziom licealny jest mocno przestarzały i niedostosowany do wymagań obecnego świata.

Regresja poziomu edukacyjnego wpływu lektury na kolejnych etapach edukacji

Poczynając od elementarza młody obywatel poznaje język, jego konstrukcję i słownictwo. Niemniej jednak polski system edukacji tzw. ogólnokształcącej jest ewidentnie nakierunkowany na wiedzę a nie na rozwój. Ciekawych lektur w podstawówce jest niewiele, „Awantura o Basię” nikogo nie kręci, a „Sposób na Alcybiadesa” też nie wnosi wiele, bo uczniowie nie muszą czerpać wzorców na „wałowanie nauczycieli” z książek, gdyż wypracowują własne.

Ciężko się jest jednak nie zgodzić z koniecznością utrzymania obowiązku czytania lektur na tym etapie edukacji, gdy człowiek uczy się czytać, myśleć i wypowiadać. Z drugiej strony pojawia się standardowy system ich omawiania tj. o czym to było, opisz bohatera, napisz plan wydarzeń w 10 punktach itd. W podstawowej czytanie lektur kojarzy się uczniowi z koniecznością rozbierania lektury na części pierwsze, zaznaczaniem fragmentów i cytatów, zwieńczone wypracowaniem na temat książki. Jest to niezbyt interesujące, ale w Polsce tyle wystarcza, ponieważ dalsza edukacja nie wymusza by uczeń zapamiętał z lektury cokolwiek więcej poza tym, że była.

Model ten kontynuowany jest na etapie gimnazjum, zmieniają się tylko nauczyciele i omawiane tytuły. Powstaje konflikt interesów, bo nauczyciele lubią straszyć koniecznością znajomości lektur, bo jest to potrzebne żeby zdać egzamin gimnazjalny, który potem zadecyduje o tym do jakiego liceum będzie można iść, co będzie mieć wpływ na studia, które będą skutkować lepszą pracą, bla bla bla… zupełnie tak jakby 13-15 – o letni człowiek wiedział już co chce robić w życiu. Straszenie gimnazjalistów egzaminem, podobnie jak straszenie licealistów maturą jest nieskuteczne, dlatego że obie grupy czas przed egzaminami dzielą na dwie kategorie: nie będą się uczyć bo jest jeszcze dużo czasu lub też nie będą się uczyć bo i tak zostało na to za mało czasu. Poza tym że człowiek w takim wieku ma wiele zainteresowań, typu znajomi, koledzy, koleżanki, wynik meczu Ligi Mistrzów, podwórko, nowa Fifa, komputer i wszystko inne tylko nie metaforyczny wymiar momentu gdy Jagienka zakłada Zbyszkowi na głowę chustkę, nałęczkę czy inne prześcieradło.

Co gorsza, gimnazjum jest etapem gdzie omawia się pierwsze z ważnych dzieł wielkiego wieszcza – Adama Mickiewicza, pod wdzięcznym tytułem „Pan Tadeusz”. Uczniowie czytają tę pozycję, uczą się inwokacji i usiłują zrozumieć słownictwo. Rezygnują gdzieś w okolicy 3-4 rozdziału, a potem stwierdzają że 11 listopada „Pan Tadeusz” będzie w telewizji to sobie obejrzą i dobra jest. Omawianie tej pozycji to horror, a zadanie polegające na narysowaniu w zeszycie tabeli porównującej Jacka Soplicę z Księdzem Robakiem to wymysł wyłącznie polskiej myśli humanistycznej, która jako jedyna na świecie potrafi porównać ze sobą jedną i tą samą osobę i do tego znaleźć multum różnic. To tak jakby porównywać ziemniaki z kartoflami i udowodnić, że nie bez kozery stosuje się do tego dwie różne nazwy.

Co gorsza do tej całej prozy dochodzą jeszcze dzieła liryczne. To kolejna grupa dzieł, których nad znaczeniem i przekazem wzięła górę definicyjna interpretacja. I tak oto, nie dyskutuje się o treści, tylko wyszukuje się środki literackie i określa gdzie jest epitet, gdzie porównanie bądź onomatopeja, która nawiasem mówiąc dla gimnazjalistów ma zupełnie inne znaczenie niż nadane jej pierwotnie. Gani się uczniów którzy nie mogą zapamiętać, że w wierszu nie wypowiada się autor tylko podmiot liryczny, wbija im się to do głowy a oni odpowiadają, że no dobra niech będzie. Im w sumie to bez różnicy.

Podejście ucznia do lektury nosi dla niego znamiona przymusu, choć czasem trafi się książka która mu się spodoba, to nie dzieje się to częściej jak raz na 3 lata.
Etap licealny to już nie jest czytanie, omawianie i inne tam pierdoły. Na tym etapie lektury to osobna dziedzina nauki w ramach przedmiotu pod tytułem język polski. Rozpoczyna się od podania uczniom listy lektur na całe 3 lata. Zaznacza się przy tym, że są to pozycje obowiązkowe do matury i trzeba przerobić wszystkie 284 wymienione utwory. Pierwsze klasy słyszą to rok w rok, pomimo że nauczyciel z 25-o letnim doświadczeniem powinien wreszcie dostrzec, że ta sztuka nigdy dotąd mu się nie udała.

Na domiar złego dochodzą epoki literackie ich cechy charakterystyczne i wiodący autorzy, wiodące dzieła. Epoki dzielą się na dwie grupy, pierwsza gdzie dominuje podejście romantyczno – sercowo – uczuciowe, gdzie wszystkie utwory są na jedno kopyto i do tego ckliwe jak nie wiem co, i druga grupa gdzie autorzy kierują się wiedzą, rozumem i doświadczeniem i gdzie wachlarz treści jest nieco szerszy a i tak nie ma to żadnego znaczenia.

Pierwsze epoki to z reguły starożytność i jakieś tam inne przedpotopowe dzieła. Należy podkreślić tu, że jednymi z pierwszych pozycji są zawsze Mitologia Grecka, Rzymska i Biblia, a ich nietypowość objawia się w tym, że są to pierwsze i zarazem ostatnie lektury, dla których nie wypisuje się planu wydarzeń. Reszta modelu omawiania pozostaje bez zmian.

Generalnie cykl omawiania lektur na etapie liceum jest stały na przestrzeni wszystkich lat. Uczniowie już nie tylko, że mają ciekawsze rzeczy do roboty, to nie zajmują się książkami nawet pod groźbą otrzymania jedyneczki za nieprzeczytanie. Proces wygląda podobnie. Zadane zostaje przeczytanie książki, uczniowie szturmują bibliotekę, trzymają książkę u siebie, zbierają jedynki za nieprzygotowanie z lektury, ściągają z internetu charakterystyki bohaterów, idą na sprawdzian końcowy, otrzymują jedynki, opracowują pytania jakie były na terminie, idą na poprawę, otrzymują dopuszczający i przechodzą do następnej lektury.

Naturalnie matura nie działa w żadne sposób na motywację, po miesiącu nauki idzie się przyzwyczaić. Wówczas słowo matura zaczyna brzmieć jak mantra i uczniowie nie zwrócą uwagi na jej pojawienie się w reprymendzie nauczyciela, nawet gdyby ten wypowiedział je od tyłu. Jedyny pozytywny aspekt ostrzeżeń o maturze uczniowie dostrzegają w tym, że gdy nauczyciel się wnerwi na ich niewiedzę to przez 15 minut drze się, że matura jest ważna i dzięki temu uczniom bezstresowo zlatuje 1/3 lekcji.

Co po maturze

No jak to co? Po maturze zadajemy delikwentowi pytanie kto napisał „Boską komedię” Dantego a ten strzela pomiędzy Mickiewiczem a Cyprianem Kamilem Norwidem. I kto ponosi za takie coś odpowiedzialność?

To zależy kogo zapytać. Poloniści powiedzą oczywiście że wina jest po stronie nieuków, którzy zamiast ślęczeć nad książkami woleli się bawić. Żaden z polonistów nie przyznał natomiast po dziś dzień, że pomimo że on te wszystkie dyrdymały zna na pamięć, to pracuje w budżetówce od ponad dwudziestu lat, perspektyw rozwoju nie ma żadnych i zarabia niewiele ponad najniższą krajową. Każdy natomiast powie że nieznajomość lektur to gwarancja porażki w przyszłości. Niemniej jednak w ich przypadku można to jeszcze próbować zrozumieć. Gorzej jak takie same rzeczy mówi, jeżdżący autobusem do pracy profesor na uczelni, do grupy zaocznych studentów z których 67% przyjeżdża na zajęcia własnymi samochodami.
Wracając do tematu, to uczniowie w większości zrzucają winę na nauczycieli, że Ci nie potrafią uczyć. Kwestia dyskusyjna, część potrafi, część nie. Nie wspominając już o zaciekawieniu ucznia tematem.

Eksperci widzą sytuację w systemie oświaty. Polski system nauczania jest nastawiony na zapamiętywanie, do tego zapamiętywanie okresowe. I ja osobiście się z tym zgadzam. Omawia się lekturę czy epokę, pisze się z tego sprawdzian i nigdy później się do tego nie wraca. Myślenia nie stymuluje się w żaden sposób.

Nauczyciel jako rzecznik prasowy

Typową cechą omawiania lektur jest dorabianie do nich mitów i skojarzeń. Polonista potrafi w fantastyczny sposób doszukać się we wszystkim głębokiej symboliki. To coś w stylu rzecznika prasowego, który bez względu na to co powie jego klient zawsze potrafi wyjaśnić, że miał on na myśli co innego niż miał.

Swoją drogą pytanie „co autor miał na myśli” to jedno z ulubionych pytań nauczycieli. I biedni uczniowie się głowią co autor miał na myśli, pomimo że odpowiedź na to pytanie jest tylko jedna: a jakie to ma znaczenie.

Przykład pierwszy, dlaczego ksiądz Robak przyjął ksywkę robak a nie na przykład Juniperus communis (z łac. Jałowiec pospolity)? Odpowiedź pierwsza – bo niby dlaczego nie. Odpowiedź druga – bo może Mickiewiczowi tak się rymowało. Odpowiedź trzecia – bo może w ten sposób Adam chciał wyrazić swoje zainteresowanie entomologią. NIE! Odpowiedź nauczyciela jest jasna i oczywista. Bo chciał się uniżyć, upokorzyć i to miała być taka niby pokuta i w ogóle to napiszcie o tym wypracowanie na 30 stron. I choćby sam Mickiewicz wszedł do sali i powiedział że robak jest dla niego wyrazem szczególnym bo zaczyna się na tą samą literę co rewolwer, to polonista najpierw spytałby o nazwisko a następnie oznajmił, że Adam dostaje jedynkę na nieuważanie na lekcji.
Przykład drugi. Wiersz „Dziewczyna” Bolesława Leśmiana to wg oficjalnej linii edukacyjnej wiersz o niespełnionych marzeniach, nadziei i całej masie towarzyszącej temu nostalgii i cukierkowania. I tak ma być. I to jest jakaś aberracja, że najpierw zadaje się uczniom zadanie z prośbą o własną interpretację a potem stawia się lufy za każdą interpretację różną od oficjalnej, tłuczonej przez x lat w szkołach. A co jeśli wiersz „Dziewczyna” to próba zwrócenia przez autora (czy tam podmiotu lirycznego) uwagi dla pracodawców, że długie przebywanie w kopalni przy wydobyciu może skutkować pojawieniem się dziwnych omamów w skutek wdychania metanu, a wspomniana „ślepa noc” to apel o poprawę warunków dla pracowników trzeciej zmiany? Nic, bo nauczyciel wie lepiej. Fakt, że Szymborska za interpretację maturalną własnego wiersza dostała 65% punktów, bo była w dużej części błędna nikomu nie dał do myślenia.

A w tym wszystkim najgorsze jest to, że klasycznego ucznia nie interesuje co autor miał na myśli.

Mistycyzm literatury

Kolejny nieodłączny element tłuczenia lektur szkolnych i ich wpływ na świadomość, patriotyzm, historię, ceny paliw i inne czynniki. Jak wiadomo z historii kiedyś w Rzeczpospolitej było fajnie bo była silna, potem szlachta zaczęła domagać się przywilejów, więc się popsuło i nie było jak się bronić więc przyjechali sąsiedzi, zrobili rozbiory ale Polacy się nie dali i walczyli o odzyskanie wolności – z powodzeniem (w tym jednym zdaniu streściłem jakieś 3 semestry nauki).

Zdaniem polonistów ogromna rolę odegrała tu literatura. Podobno autorzy wspominający stare dobre czasy i bohaterstwo Polaków, dodawali otuchy do walki. To dzięki niej ludzie poczuli tożsamość narodową. Wszystko fajnie, tylko niech mi ktoś wyjaśni – w jaki sposób? Wspomniana szlachta do działania się nie paliła, bo generalnie w owym czasie miała wszystko gdzieś, a chłopstwo i drobnomieszczaństwo z trudem dukało, więc jak Ci ludzie mieli zrozumieć o co chodzi w tych nadętych patosem książkach, których nawet wykształconym trudno zrozumieć.

Rzecz druga, typowo polska to zamiatanie śmieci pod dywan i gloryfikacja reszty nawet wtedy gdy jej nie ma. Wmawiamy młodzieży trele morele o wielkości dzieła jakim są „Dziady”. Ile razy się powtarzało że tylko wielki autor mógł coś takiego spłodzić. Powiem krótko, gdyby „Dziady” i „Pan Tadeusz” wyszły dziś to Mickiewicz zostałby aresztowany za posiadanie. I to wcale nie bezpodstawnie, bo specjaliści od tego typa często powtarzają, że Mickiewicz nie żałował sobie różnych środków i dopalaczy. Serwujemy więc młodzieży dzieło człowieka, który siedząc na niezłym haju opisywał seanse spirytystyczne i wmawiamy że to wielkie działo naszej literatury.

Lista lektur do resetu


Nie mam nic przeciwko tego typu książką pod warunkiem, że ich ilość będzie stosowna do konieczności. Dziesiątki książek o wymyślonych bohaterach, umieszczonych gdzieś tam w historii i do tego napisanych w języku starocerkiewnosłowiańskim szybko staje się nudna. Dlaczego młodym ludziom nie serwuje się Steve’e Jobbsa – człowieka który rzucił studia i postawił na swój rozum. Osiągnął ogromny sukces bo miał pomysł na biznes, na życie. Chciał zmieniać świat, miał wizję i do niej dążył. I trafił na listy Forbse’a a o produktach jego firmy słyszał cały świat. Został miliarderem, a wszyscy Ci Mickiewicze, Słowaccy, Prusy i inni bogactwa się jakoś nie dorobili. I co im z bogatego ducha skoro Ferrari za to nie kupisz…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz