"Osobiście współczuję naszym komikom i kabareciarzom, ponieważ zdaję sobie sprawę, jak ciężko jest wymyślić groteskę, która będzie bardziej absurdalna niż polska rzeczywistość" - autor bloga
"Po przeczytaniu treści na tym blogu, możesz przyjąć punkt widzenia autora, lecz jeśli wolisz możesz pozostać przy swoim zdaniu, żyjąc ze świadomością, że jesteś w błędzie" - autor bloga

wtorek, 18 marca 2014

Cierpienia Młodego Wertera


 

Zgodnie z powszechną opinią obowiązującą w oficjalnym nauczaniu przedmaturalnym „Cierpienia młodego Wertera” (zwaną dalej "C.M.W.") to powieść wybitnie genialna. Można się z tym nie zgodzić, ale należy przyznać, że jest ona w historii literatury wyjątkowa. Wyjątkowości tej nie umniejsza nawet fakt, że w treści, fabule i przesłaniu niczego wyjątkowego nie uświadczysz.

Wspomniana wyjątkowość polega w znacznym stopniu na technice pisania dzieła. Otóż jest to pierwsza znana mi książka, napisana metodą Copy’ego – Paste’y, nazwaną tak na cześć jej twórcy – firmy Microsoft, która upowszechniła narzędzia do technologii copy - paste (kopiuj – wklej). Sprawia to, że „C.M.W.” staje się pierwszą w historii polskiej edukacji przydatną lekturą. Dzięki niej uczniowie poznają podstawy metody ctrl+c – ctrl+v, co w późniejszym czasie pozwala im pisać lepsze wypracowania, prace domowe, prace dyplomowe.

W tym miejscu należy w kilku zdaniach opisać treść książki. Opowiada ona o chłopaku imieniem Werter, który mieszkał sobie w swojej wsi gdzieś na końcu świata. Tam poznaje swoją sąsiadkę, która była wpadką swoich rodziców, więc Ci z zemsty dali jej na imię Lotta. Lotta nie miała łatwego dzieciństwa, bo w podstawówce była wyzywana od lotki (takiej do badmingtona), a wraz z dorastaniem, rówieśnicy stwierdzili że lotka to od latawicy. Werter zakochał się w Lotcie do tego stopnia że nie przeszkadzało mu nawet jej głupie imię. Ale Lotta jest już zaręczona z niejakim Albertem. Można domniemywać że chodziło tu o Alberchta Hohenzollerna, urodzonego w 1490, co mogłoby w jakiś sposób tłumaczyć zaręczyny z Lottą. Jako że cała akcja dzieje się w 1771 r, to ze względu na swój wiek Albert nie zdaje sobie sprawy, że jego narzeczona ma tak durne imię.

Cała ta sytuacja wnerwia Wertera, który nie może nic zrobić, bo 4 lata temu poskąpił na nowy dyszel, do swojego wozu napędzanego jednostką o mocy 2 koni niemechanicznych, przez co bryka się rozpadła i musiała zostać sprzedana na allegro, a Werter nie miał czym zaimponować Loccie. Ponieważ Werter jest profesjonalistą, postanawia zaznajomić się z Albertem, udając jego kumpla, wyciąga go wieczorami do tawerny na browara i takie tam, a potem w nocy wyzywa od skur… W końcu ma tego dość i postanawia wyjechać, oczywiście PKS-em bo brykę rozwalił. W tym czasie Lotta się hajta, a Werter jak zobaczył zmianę statusu na jej profilu to się tak wnerwił, że aż postanowił wrócić. Ponieważ okazuje się, że Albert wyjechał do sanatorium, Werter napastuje Lottę a ta strzela focha i idzie do siebie. Bohater ma tego dość i postanawia popełnić samobójstwo. Po różnych tam perypetiach zdobywa broń (nawet tego nie umiał normalnie załatwić), strzela sobie w łeb, ale nie umiera od razu tylko dopiero następnego dnia z rana.


Generalnie Werter jawi się jako cienias, który nie dość że nie umie gadać z kobietami, to na dodatek nie ma choćby najbanalniejszej fury, nie potrafi załatwić sobie gnata i jest tak ciotowaty że nawet próba samobójstwa ledwo co mu wychodzi. Jest więc typowym bohaterem epoki romantyzmu, który zawsze był życiowym niezdarą.

Sama powieść napisana jest w formie listów do Lotty, które nie różnią się od siebie niczym poza datą nadania. To co jest warte podkreślenia, każdy kolejny list to kopia poprzedniego, ze zmienionymi pewnymi wyrazami dla niepoznaki, żeby polonistka się nie jorgnęła że to ściągane. „C.M.W.” posiada ciekawą cechę, sprawiającą że osoba która przeczyta książkę w całości wie o jej treści dokładnie tyle samo co osoba, która przeczyta co dwudziestą stronę. Dzieje się tak dlatego, że Goethe cały czas powiela tą samą sekwencję zdań tylko ujmuje ją innymi słowami. Daje w ten sposób doskonały przykład młodzieży, jak napisać trzy zdania na 120 stronach w taki sposób by program Plagiat nie wyczaił że kolejne akapity to tylko remake poprzednich.

W treści dominuje motyw ciasta tureckiego, które w ogólności składa się z ciasta właściwego, polanego czekoladą, potem karmelem, lukrem, na końcu posypane jeszcze cukrem pudrem. Dzięki tak głęboko posuniętej ckliwości treści, książkę zaleca się na problemy z żołądkiem. W przypadku zatrucia, gastrolodzy czasem polecają kilka stron Wertera celem wywołania torsji i przeczyszczenia organizmu.

Podobnie jak przedstawione w wideo na początku streszczenie „Ani z zielonego wzgórza”, analogicznie można by streścić Wertera, co zresztą zrobiłem w 3 i 4 akapicie. Wartość tej książki jest zbliżona do pozostałych dzieł romantyzmu a jedyna różnica tkwi w zmianie imienia głównego bohatera. Emocje podczas akcji są na poziomie partii szachów, rozgrywanej przez członków klubu seniora w zakładzie geriatrycznym w Nowej Soli koło Żywca. Gdyby powstała kiedyś adaptacja filmowa dynamika wydarzeń osiągnie punkt kulminacyjny na poziomie filmu o śpiących leniwcach w czasie wegetacji na Annimal Planet, a czytać będzie oczywiście Krystyna Czubówna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz