Zgodnie z powszechną opinią
obowiązującą w oficjalnym nauczaniu przedmaturalnym „Cierpienia młodego
Wertera” (zwaną dalej "C.M.W.") to powieść wybitnie genialna. Można się z tym nie zgodzić, ale należy
przyznać, że jest ona w historii literatury wyjątkowa. Wyjątkowości tej nie umniejsza
nawet fakt, że w treści, fabule i przesłaniu niczego wyjątkowego nie
uświadczysz.
Wspomniana wyjątkowość polega w
znacznym stopniu na technice pisania dzieła. Otóż jest to pierwsza znana mi
książka, napisana metodą Copy’ego – Paste’y, nazwaną tak na cześć jej twórcy –
firmy Microsoft, która upowszechniła narzędzia do technologii copy - paste
(kopiuj – wklej). Sprawia to, że „C.M.W.” staje się pierwszą w historii
polskiej edukacji przydatną lekturą. Dzięki niej uczniowie poznają podstawy
metody ctrl+c – ctrl+v, co w późniejszym czasie pozwala im pisać lepsze
wypracowania, prace domowe, prace dyplomowe.
W tym miejscu należy w kilku
zdaniach opisać treść książki. Opowiada ona o chłopaku imieniem Werter, który
mieszkał sobie w swojej wsi gdzieś na końcu świata. Tam poznaje swoją sąsiadkę,
która była wpadką swoich rodziców, więc Ci z zemsty dali jej na imię Lotta.
Lotta nie miała łatwego dzieciństwa, bo w podstawówce była wyzywana od lotki
(takiej do badmingtona), a wraz z dorastaniem, rówieśnicy stwierdzili że lotka
to od latawicy. Werter zakochał się w Lotcie do tego stopnia że nie
przeszkadzało mu nawet jej głupie imię. Ale Lotta jest już zaręczona z niejakim
Albertem. Można domniemywać że chodziło tu o Alberchta Hohenzollerna, urodzonego
w 1490, co mogłoby w jakiś sposób tłumaczyć zaręczyny z Lottą. Jako że cała
akcja dzieje się w 1771 r, to ze względu na swój wiek Albert nie zdaje sobie
sprawy, że jego narzeczona ma tak durne imię.
Cała ta sytuacja wnerwia Wertera,
który nie może nic zrobić, bo 4 lata temu poskąpił na nowy dyszel, do swojego
wozu napędzanego jednostką o mocy 2 koni niemechanicznych, przez co bryka się
rozpadła i musiała zostać sprzedana na allegro, a Werter nie miał czym
zaimponować Loccie. Ponieważ Werter jest profesjonalistą, postanawia zaznajomić
się z Albertem, udając jego kumpla, wyciąga go wieczorami do tawerny na browara
i takie tam, a potem w nocy wyzywa od skur… W końcu ma tego dość i postanawia
wyjechać, oczywiście PKS-em bo brykę rozwalił. W tym czasie Lotta się hajta, a
Werter jak zobaczył zmianę statusu na jej profilu to się tak wnerwił, że aż
postanowił wrócić. Ponieważ okazuje się, że Albert wyjechał do sanatorium,
Werter napastuje Lottę a ta strzela focha i idzie do siebie. Bohater ma tego
dość i postanawia popełnić samobójstwo. Po różnych tam perypetiach zdobywa broń
(nawet tego nie umiał normalnie załatwić), strzela sobie w łeb, ale nie umiera
od razu tylko dopiero następnego dnia z rana.Generalnie Werter jawi się jako cienias, który nie dość że nie umie gadać z kobietami, to na dodatek nie ma choćby najbanalniejszej fury, nie potrafi załatwić sobie gnata i jest tak ciotowaty że nawet próba samobójstwa ledwo co mu wychodzi. Jest więc typowym bohaterem epoki romantyzmu, który zawsze był życiowym niezdarą.
Sama powieść napisana jest w
formie listów do Lotty, które nie różnią się od siebie niczym poza datą
nadania. To co jest warte podkreślenia, każdy kolejny list to kopia
poprzedniego, ze zmienionymi pewnymi wyrazami dla niepoznaki, żeby polonistka
się nie jorgnęła że to ściągane. „C.M.W.” posiada ciekawą cechę, sprawiającą że
osoba która przeczyta książkę w całości wie o jej treści dokładnie tyle samo co
osoba, która przeczyta co dwudziestą stronę. Dzieje się tak dlatego, że Goethe
cały czas powiela tą samą sekwencję zdań tylko ujmuje ją innymi słowami. Daje w
ten sposób doskonały przykład młodzieży, jak napisać trzy zdania na 120
stronach w taki sposób by program Plagiat nie wyczaił że kolejne akapity to
tylko remake poprzednich.
W treści dominuje motyw ciasta tureckiego,
które w ogólności składa się z ciasta właściwego, polanego czekoladą, potem
karmelem, lukrem, na końcu posypane jeszcze cukrem pudrem. Dzięki tak głęboko
posuniętej ckliwości treści, książkę zaleca się na problemy z żołądkiem. W
przypadku zatrucia, gastrolodzy czasem polecają kilka stron Wertera celem
wywołania torsji i przeczyszczenia organizmu.
Podobnie jak przedstawione w
wideo na początku streszczenie „Ani z zielonego wzgórza”, analogicznie można by
streścić Wertera, co zresztą zrobiłem w 3 i 4 akapicie. Wartość tej książki
jest zbliżona do pozostałych dzieł romantyzmu a jedyna różnica tkwi w zmianie
imienia głównego bohatera. Emocje podczas akcji są na poziomie partii szachów,
rozgrywanej przez członków klubu seniora w zakładzie geriatrycznym w Nowej Soli
koło Żywca. Gdyby powstała kiedyś adaptacja filmowa dynamika wydarzeń osiągnie
punkt kulminacyjny na poziomie filmu o śpiących leniwcach w czasie wegetacji na
Annimal Planet, a czytać będzie oczywiście Krystyna Czubówna.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz