"Osobiście współczuję naszym komikom i kabareciarzom, ponieważ zdaję sobie sprawę, jak ciężko jest wymyślić groteskę, która będzie bardziej absurdalna niż polska rzeczywistość" - autor bloga
"Po przeczytaniu treści na tym blogu, możesz przyjąć punkt widzenia autora, lecz jeśli wolisz możesz pozostać przy swoim zdaniu, żyjąc ze świadomością, że jesteś w błędzie" - autor bloga

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Geniusz po nadwiślańsku

Zdarzało się w ostatnim czasie opisywać historie zainspirowane podróżą warszawskim metrem, ale po dzisiejszym będę musiał przemyśleć zmianę środka komunikacji, na jakiś słabiej wyposażony w ekrany AMS. A to dlatego, że dziś zwątpiłem w wartość swojego wykształcenia a nie kończyłem jakiejś europeistyki jak 2/3 sprzedawców w MacDonaldzie – jestem inżynierem. Ten kierunek kształcenia z reguły kojarzył się po pierwsze z całką podwójną z powierzchni rozwiniętej trapezu równobocznego o podstawie z płyty podłogowej Forda Mondeo, a po drugie z myśleniem, że tak powiem, kreatywnym.

Ale na ekranie AMS wyczytałem, że dziś odbyła się w Warszawie jakaś konferencja czy coś w tym stylu, na tematy związane z komunikacją na której zebrali się inżynierowie i technicy komunikacji. Problem był chyba oczywisty, warszawski, jeden niezmienny od zawsze – jak zrobić żeby w tym cholernym mieście dało się normalnie jeździć po ulicy, a nie stać godzinę w korku jadąc 3 ulice dalej. I wydawać by się mogło, że trafiło na specjalistów, którzy rozumieją zagadnienia miejskiego ruchu komunikacyjnego. Ja bym w takiej sytuacji zastanawiał się nad przepustowością arterii, rozmieszczeniem sygnalizacji. Jestem inżynierem kierunku związanego z mechaniką więc nie znam się na projektowaniu układu infrastruktury drogowej. I teraz – co wymyślili ludzie w tym kierunku wykształceni? Że problem można rozwiązać, jeżeli ludziska z samochodów przesiądą się na rowery albo zaczną przemieszczać się pieszo.

W związku z tym oświadczam co następuje:
Po pierwsze – tak, jest to doskonały pomysł na rozwiązanie odwiecznego problemu zakorkowanej aglomeracji. Skoro więc inżyniery na to wpadły, to niech dadzą przykład i zaczną od siebie. Bo ja na przykład nie mam zamiaru rezygnować z przyjemnej i wygodnej podróży, w klimatyzowanym samochodzie i muzyką w głośnikach, dlatego że jakiś pseudomądry łeb zażyczył sobie, żebym nie jeździł. Ale zaznaczam jednocześnie, że nie mam nic przeciwko, żeby inżyniery zaczęły łazić piechotą, bo też mnie wnerwia konieczność nieustannego stania w korkach. Im mniej aut na drodze, tym więcej miejsca dla mnie.

Po drugie: chylę czoła przed wielkością umysłów ludzi, którzy wpadli na to niełatwe rozwiązanie. Warto było męczyć się lata na uczelni, by teraz móc udowodnić urbi et orbi że nie poszło to na marne. Za 2000 lat, pierwsze czytanie nie będzie z Pisma, będzie ze scenogramu gorączkowej dyskusji z dnia 01.12.2014 z Warszawy:
„I rzekł do nich starszy z pytaniem co zrobić by tego pieroństwa było mniej, bo korki się robią i ulice nieprzejezdne. I bracia zaczęli pracować a ich umysły parowały, że aż atmosfera stała się ciężka. I musiał starszy otworzyć portal okienny, by zaduch ten wygnać, by bracia się nie udusili. I wstał wnet Tomasz z Soli, koło Ustronia, koło Żywca, który nauki pobierał na ziemi dolnośląskiej, a bystry był iżby przez wszystkie te lata ledwo trzy poprawki miał i jeden warunek. I rzekł Tomasz do reszty, by zakazać pieroństwa i ku lepszym dobrom się odwrócić, by nigdy już więcej żadne zakorkowanie nie nastąpiło”
Ja nie kumam tego do końca, ale ta dyskusja inżynierów przypominała nauki surwiwalu pobierane w przedszkolu, gdzie każdy dzieciak Ci powie, żeby nie stawać w kiblu na desce klozetowej bo można wywalić ze łba w rezerwuar, potem spaść na drzwi kabiny, urwać klamkę i finalnie zdemolować posadzę ubikacyjną. I tu nie ma fanu, bo może tak właśnie wyglądały ich wykłady przez cały okres studiów. 

 Po trzecie: Kasa misiu, kasa, bo nie mam pojęcia czy tę konferencję organizowało miasto czy jakiś prywaciarz, ale mogę domniemywać, że forsa nie została właściwie wykorzystana. Dlatego, że mam gdzieś przeczucie, że wywalanie szmalu na zebranie kilku mądrali, którzy dochodzą do oczywistej oczywistości to nie tylko marnowanie kabony ale również organizowanie sztuki dla sztuki. Zorganizować, pozapraszać, urządzić dyskusję, pyrgnąć jakiś poczęstunek, załatwić nagłośnienie, po to, żeby finalnie powiedzieć ludziom, że jak nie chcą korków to niech nie jeżdżą. Taniej wyszłoby faktycznie zaangażować przedszkolaków, bo podejrzewam, że bystrzaki doszłyby do identycznych wniosków i to bez zbędnych dyskusji na ten temat, a potem użyły wyobraźni i zaproponowały kilka innych rozwiązań, których nie da się zrealizować w przedstawionym kształcie ale można by pochylić się nad koncepcją. Dziecięca fantazja zawsze wygra z wyklepaną wiedzą „eksperta”, który wbił se do łba kilka książek, ale teraz nie potrafi tego wykorzystać.

Po czwarte: Okazuje się, że całe te studia i wykształcenie szlag trafił, bo po kilku tysiącach lat od
zejścia z drzewa, nie posunęliśmy się cywilizacyjne ani trochę. I szybkie pociągi, gadające mikrofalówki i inne zabawki nie wymagają lat pracy, bo okazuje się, że świat jest banalny. Co zrobić, żeby było mniej samochodów na ulicach – nie jeździć. I jakkolwiek banalnie to brzmi, to nie można tej tezie niczego zarzucić, bo bez wątpienia jest poprawna. Im mniej samochodów na ulicach, tym mniej samochodów na ulicach. Co zrobić żeby rozwiązać problem głodu na świecie – nakarmić. A ONZ od lat się głowi. Co zrobi, żeby rozwiązać problem chorób, szczególnie dotykający ludzi w Afryce – wyleczyć. A WHO od lat się głowi. Co zrobić, żeby zlikwidować dziurę budżetową – dodrukować szmalu. Tylko potem nie zapraszać do telewizji Balcerowicza ani Petru, bo będą odgrażać się inflacją.

Po piąte: nie ma nic lepszego jak dojść do wniosku, o którym wszyscy wiedzą a potem ogłosić oficjalne memorandum w tej sprawie. I to jest oficjalny dokument ze zgromadzenia specjalistów na temat na którym specjaliści się znają. Potem tylko opublikować to gdzie się da, wraz ze zdjęciem wszystkich uczestników, by ludzie wiedzieli jak wygląda fiuczer naszej myśli naukowej.

Po piąte i pół: co gorsza, wielu tych którzy to przeczyta uzna to za objawienie i podzieli tę myśl, chwaląc jej twórców za słuszne wnioski. Co z tego, że każdy to wie, skoro oficjalna forma konferencji i wysokość wykształcenia jej uczestników nadaje temu banałowi zupełnie inny wymiar. Innymi słowy, jeżeli powiesz, że woda jest mokra, to w najlepszym przypadku ludzie odpowiedzą Ci „nooo, coo tyyyy…”, ale jeżeli grupa profesorów – noblistów Uniwersytetu Stanforda zwoła konferencję prasową by to ogłosić, to wszyscy uznają to za przełomowe odkrycie.

Po szóste: nie dziwię się, że najlepsze polskie uczelnie techniczne w rankingach światowych bujają się gdzieś między trzecią a czwartą setką, skoro ich absolwenci są zdolni wyłącznie do wniosków na opisanym powyżej poziomie.

I wreszcie po siódme: nie ma nic bardziej trafnego, jak po godzinach narady wywnioskować oczywistą oczywistość a potem przedstawić ją na ekranach w metrze, ludziom, którzy z oczywistych względów nie korzystają w owej chwili z samochodu.