Teraz pora zająć się zagadnieniem z gatunku
przereklamowanych straszaków, na którą zwykło się mówić matura, bądź też żartobliwie
egzamin dojrzałości.
Jak mówi stare uczniowskie porzekadło – matura to bzdura. W
ogóle matura stworzyła podwaliny dla wielu utworów kulturowych, jak choćby
piosenka o niezwykle głębokim tytule „Matura” z repertuaru Czerwonych Gitar,
czy też wielu opowieści grozy przytaczanych przez nauczycieli od pierwszych lat
edukacji.
Maura to narzędzie nauczyciela aby ten najpierw mógł całe
lata uświadamiać ucznia, że jest tak głupi że jej nie zda, a potem mieć do
niego pretensje że tak słabo mu poszło. Matura to również granica dwóch
światów, która niczym Styks, rozdziela dwie różne rzeczywistości: pierwszy w którym
człowiek jest głupi jak osioł i drugi w którym zyskuje na to niezbity dowód.
Kilka lat po reformie oświaty, której efektem było
pojawienie się szkół gimnazjalnych, MEN doszło do wniosku, że stara formuła
matury nie pasuje do systemu oświaty, głównie dlatego że działała bez zarzutu.
Postanowiono więc zmodyfikować formułę egzaminów, z powodzeniem. Od kiedy
wprowadzono tzw. „nową maturę” nie było roku żeby CKE nie walnęła się w treści
jakichś zadań, sprawiając że stawały się nierozwiązywalne.
Matura pełni w życiu maturzysty niezwykle istotną rolę. Gdy
abiturient stanie się już absolwentem, to może chodzić dumny, że zdał egzamin
dojrzałości, ale z reguły tego nie robi ponieważ zdaje sobie sprawę, że nikogo
to nie obchodzi. Od nauczycieli dostaje się wówczas cenną poradę by się
cieszyć, że w ogóle się udało bo jak na takiego tumana to cud, że w ogóle zdał.
Rodzice z reguły ograniczają się do stwierdzenia, że teraz widać efekty lat
grania na komputerze zamiast nauki. Nie warto wówczas ripostować zdaniem, że oni
też orłami nie byli, bo przecież powszechnie wiadomo, że „to były inne czasy”.
Niemniej jednak trzeba przyznać, że to właśnie rodzice są
głównym powodem, dla którego 70% ludzi decyduje się przystąpić do matury. Aby
nie narobić sobie siary przy rodzinie i znajomych, że wychowali głąba, który
nawet absolutnego minimum nie potrafi w życiu osiągnąć, rodzice stosują na
młodym człowieku taki pressing, że nie nawet EA projektując Fifę takiego poziomu
nie przewidziało.
Presję stosują też nauczyciele, którzy pod pretekstem
zbliżającej się matury organizują dodatkowe lekcje swojego przedmiotu, nazywają
to fakultet, który jest dla chętnych, ale tylko oficjalnie, bo w rzeczywistości
obecność jest obowiązkowa. Podpierając się egzaminami i koniecznością douczek, „dobrowolnie”
rezygnują z godziny wychowawczej na rzecz historii, geografii, biologii czy
innego pieroństwa. Dodatkowo w przypadku przedmiotów tzw. obowiązkowych daje
się zauważyć drastyczny wzrost ilości sprawdzianów w ostatnim roku nauki,
realizowanych wyłącznie z myślą o dobru ucznia. Do dziś niewyjaśnioną kwestią
pozostaje istota dobroci w postaci kolejnej lufy w dzienniku.
Matura jest o tyle ciekawa, że jest namacalnym dowodem na
bezsens nauki. Licealista najpierw zmuszony jest walczyć o jak najlepsze oceny
z przedmiotów, które pojawią się na świadectwie ukończenia szkoły, by potem się
dowiedzieć, że w procesie rekrutacji na studia nie ma on znaczenia, bo liczy
się tylko wynik z matury.
Czas zając się zaletami matura, które są niebanalne. Po
pierwsze matura stymuluje młodego
człowieka do myślenia. Wraz ze zbliżaniem się
czasu matury uczeń coraz więcej kombinuje jakie wałki można zastosować żeby
zdać. Przygotowuje wtedy masę opracowań, streszczeń, bryków i innych
materiałów, które pozwolą mu przygotować się do tego najważniejszego w życiu
egzaminu. Ilość wchłoniętej w tym czasie wiedzy liczy się w tzw. tygodniach na
godzinę [tyg./h], czyli liczbę tygodni w roku szkolnym jakie uczeń nadrabia w
ciągu godziny.
Po drugie, warto podkreślić, iż aby urozmaicić monotonię
maturalnych egzaminów i rozszerzyć wachlarz możliwości ich oblania, podczas
wspomnianej już wcześniej reformy egzaminów wprowadzono też egzaminy ustnie z polskiego
i z angola. W pierwszym przypadku uczeń może w praktyce zastosować wiedzę jaką
zdobył na Podstawach przedsiębiorczości i zrobić deal ze starszymi kolegami,
którzy za drobną opłatą rzekną się praw do treści i materiałów, z których
korzystali rok wcześniej gdy sami zdawali. W przypadku j. angielskiego korzyści
też są niemałe, bo nie dość że dowiaduje się że ID Card to jest dowód osobisty,
to jeszcze dostaje potwierdzenie, że lata wbijania do łba, że nie mówi się on
the picture tylko in the picture, nie poszły na marne.
Okres maturalny jest również okresem prosperity dla rynku
nielegalnych usług. Największy zysk kasują studenci, którzy prowadzą nielegalną
działalność korepetytorską i nie odprowadzą podatku od uzyskanego przychodu.
Duże zyski notują także handlarze marihuaną i sprzedawcy alkoholu, ewentualnie
producenci napojów energetycznych.
Matury kończą się z reguły wraz z końcem maja. Wówczas na
forach internetowych, profilach na Facebooku i w opisach gg daje się zauważyć
ogromną radość maturzystów związaną z zakończeniem egzaminów. Spowodowana jest
ona głównie świadomością, że rozpoczynają się dla nich najdłuższe wakacje w ich
życiu, które będą trwać od czerwca do września, czyli ponad dwukrotnie dłużej
niż typowe wakacje szkolne konwencjonalne. Inne powody do radości to na
przykład długo wyczekiwany moment gdy uczeń nie będzie już musiał więcej oglądać
swojej wychowawczyni, którą uważał zawsze za starą jędzę i nie mógłby już
dłużej jej słuchać.
Reasumując, matura to niezwykle ciekawy okres, pozwalający
by w jeden miesiąc 12 lat nauki, pracy, wysiłku, użerania się z nauczycielami,
wyrzeczeń itp. trafił szlag. To na maturze uczeń może wykorzystać lata
doświadczeń w ściąganiu, ścienianiu i oszukiwaniu w nauce. To inny świat doznań
i doświadczeń, w którym wygrywa nie ten kto jest mądrzejszy, tylko ten kto jest
mniej głupi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz