"Osobiście współczuję naszym komikom i kabareciarzom, ponieważ zdaję sobie sprawę, jak ciężko jest wymyślić groteskę, która będzie bardziej absurdalna niż polska rzeczywistość" - autor bloga
"Po przeczytaniu treści na tym blogu, możesz przyjąć punkt widzenia autora, lecz jeśli wolisz możesz pozostać przy swoim zdaniu, żyjąc ze świadomością, że jesteś w błędzie" - autor bloga

czwartek, 24 lipca 2014

W kupie siła

Zaproponowano mi dziś, abym w ramach wytykania rzeczy wnerwiających, które cechuje dodatkowo wyjątkowa niezmienność stanu rzeczy w czasie, zajął się tematem jakim jest „zatłoczony peron”. Trochę to dziwny temat, ale akurat przechodziliśmy z rozmówcą przez podziemne przejścia warszawskiego Dworca Centralnego, gdzie na jednym z peronów stał tłum ludzi w oczekiwaniu na nie wiem co, ale domyślam się że na pociąg.

Kwestia zatłoczonego peronu sama w sobie nie jest zbyt drobiazgowa, więc obracanie się stricte wokół tego tematu, nie pozwoli spłodzić ciekawego artykułu. Niemniej jednak tłum na peronie dworca może mieć znaczenie symboliczne, które doskonale obrazuje liczne elementy charakterystyczne dla tego kraju.

Po pierwsze, stojący na peronie tłum może być alegorią komfortu jazdy oferowanego przez PKP. Wszyscy wiedzą, że jest to temat rzeka, wielowątkowy epizod dłuższy niż jakakolwiek brazylijsko-argentyńsko-kolumbijska „Luz Maria” w odcinkach. Nie będziemy się w to zagłębiać, bo doskonale wiadomo, że po staniu na peronie w tłumie, problem tłoku wcale nie musi zakończyć się wraz z pojawieniem się pociągu. Jeżeli stacja na której oczekujemy nie jest pierwszą na trasie pociągu, lub jeżeli nie jest on objęty całkowitą rezerwacją miejsc, to wówczas oczekiwanie na pociąg w takim tłumie, możemy potraktować jako trening przez kilkugodzinną jazdą i identycznych warunkach.

Po drugie, ten tłum to jedynie promil problemu zatłoczonego miasta, którego tłok stał się nieodłącznym elementem egzystencji. Do pracy jadę tramwajem w tłumie, jak jadę gdzieś samochodem stoję w korkach, a po wejściu do sklepu stoję w kilometrowej kolejce do kasy. I tak jest stale. W komunikacji miejskiej można z rana zapomnieć o miejscu siedzącym. Korzystając z własnego środka transportu trzeba do celu wyruszać godzinę wcześniej, bo choć podobno jest kryzys, to samochodów jest jak mrówków, a w sklepie są kolejki bo z 84 kas otwarte są 3, a w tej do której się stoi akurat zespół się terminal i trzeba wołać panią z kluczykiem.
Po trzecie taki tłum to istny rynek pracy dla specjalistów trudniących się w „kieszonkwarstwie”, a tych w tym kraju nie brakuje. To też stanie w tłumie podnosi zagrożenie utraty ważnych dokumentów czy telefonu albo innych cennych przedmiotów w wyniku działań osobników dla których tłum jest sprzymierzeńcem.
 
Zatem taki tłum ludzi, stojących na peronie to tylko czubek góry lodowej, tworzącej obraz warunków podróżowania (i nie tylko) w naszym kraju. Ciekawe zatem, że mój rozmówca, zwrócił na taki widok uwagę, ponieważ generalnie nie ma w tym nic dziwnego. Tłok jest wpisany w egzystencję nadwiślańską, czego dowodem może być obraz Johna Matejki „Bitwa pod Grunwaldem”, gdzie żadne wojsko nie byłoby w stanie nawet wściubić nosa, a Polacy, byli w stanie w tych warunkach jeszcze walczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz