Zaproponowano mi dziś, abym w ramach wytykania rzeczy
wnerwiających, które cechuje dodatkowo wyjątkowa niezmienność stanu rzeczy w
czasie, zajął się tematem jakim jest „zatłoczony peron”. Trochę to dziwny
temat, ale akurat przechodziliśmy z rozmówcą przez podziemne przejścia warszawskiego
Dworca Centralnego, gdzie na jednym z peronów stał tłum ludzi w oczekiwaniu na
nie wiem co, ale domyślam się że na pociąg.
Kwestia zatłoczonego peronu sama w sobie nie jest zbyt
drobiazgowa, więc obracanie się stricte wokół tego tematu, nie pozwoli spłodzić
ciekawego artykułu. Niemniej jednak tłum na peronie dworca może mieć znaczenie
symboliczne, które doskonale obrazuje liczne elementy charakterystyczne dla
tego kraju.
Po pierwsze, stojący na peronie tłum może być alegorią
komfortu jazdy oferowanego przez PKP. Wszyscy wiedzą, że jest to temat rzeka,
wielowątkowy epizod dłuższy niż jakakolwiek brazylijsko-argentyńsko-kolumbijska
„Luz Maria” w odcinkach. Nie będziemy się w to zagłębiać, bo doskonale wiadomo,
że po staniu na peronie w tłumie, problem tłoku wcale nie musi zakończyć się
wraz z pojawieniem się pociągu. Jeżeli stacja na której oczekujemy nie jest
pierwszą na trasie pociągu, lub jeżeli nie jest on objęty całkowitą rezerwacją
miejsc, to wówczas oczekiwanie na pociąg w takim tłumie, możemy potraktować
jako trening przez kilkugodzinną jazdą i identycznych warunkach.
Po drugie, ten tłum to jedynie promil problemu zatłoczonego
miasta, którego tłok stał się nieodłącznym elementem egzystencji. Do pracy jadę
tramwajem w tłumie, jak jadę gdzieś samochodem stoję w korkach, a po wejściu do
sklepu stoję w kilometrowej kolejce do kasy. I tak jest stale. W komunikacji
miejskiej można z rana zapomnieć o miejscu siedzącym. Korzystając z własnego środka
transportu trzeba do celu wyruszać godzinę wcześniej, bo choć podobno jest
kryzys, to samochodów jest jak mrówków, a w sklepie są kolejki bo z 84 kas
otwarte są 3, a w tej do której się stoi akurat zespół się terminal i trzeba
wołać panią z kluczykiem.
Po trzecie taki tłum to istny rynek pracy dla specjalistów
trudniących się w „kieszonkwarstwie”, a tych w tym kraju nie brakuje. To też
stanie w tłumie podnosi zagrożenie utraty ważnych dokumentów czy telefonu albo
innych cennych przedmiotów w wyniku działań osobników dla których tłum jest
sprzymierzeńcem.
Zatem taki tłum ludzi, stojących na peronie to tylko czubek
góry lodowej, tworzącej obraz warunków podróżowania (i nie tylko) w naszym
kraju. Ciekawe zatem, że mój rozmówca, zwrócił na taki widok uwagę, ponieważ
generalnie nie ma w tym nic dziwnego. Tłok jest wpisany w egzystencję
nadwiślańską, czego dowodem może być obraz Johna Matejki „Bitwa pod Grunwaldem”,
gdzie żadne wojsko nie byłoby w stanie nawet wściubić nosa, a Polacy, byli w
stanie w tych warunkach jeszcze walczyć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz