"Osobiście współczuję naszym komikom i kabareciarzom, ponieważ zdaję sobie sprawę, jak ciężko jest wymyślić groteskę, która będzie bardziej absurdalna niż polska rzeczywistość" - autor bloga
"Po przeczytaniu treści na tym blogu, możesz przyjąć punkt widzenia autora, lecz jeśli wolisz możesz pozostać przy swoim zdaniu, żyjąc ze świadomością, że jesteś w błędzie" - autor bloga

sobota, 22 listopada 2014

Niezadowolony vs niedouczony

Tematy ukraińskie w ostatnim czasie stały się nieco bardziej napięte niż zazwyczaj. Tam na Ukrainie mają teraz wojnę z rosyjską armią bądź też z separatystami ukraińskimi przebranymi w mundury rosyjskie, które można kupić w każdym sklepie z mundurami. Trzeba jednak powiedzieć, że Ukraińcy mają jedną fajną rzecz, którą należałoby wprowadzić też u nas.

Kwestia jest związana z zeszłotygodniowymi wyborami samorządowymi i ni cholery nie dotyczy oprogramowania, metodyki ani systemu liczenia głosów ani nie dotyczy działań w sytuacji awaryjnej (o tym gadają sobie w telewizji i niech se gadają a wyniki i tak dalej nie są w pełni znane). Natomiast Ukraińcy na swoich kartach do głosowania pod nazwiskami mają zawsze dopisaną ostatnią pozycję – głos przeciwko wszystkim wymienionym. I należałoby to jak najszybciej zastosować w Polsce.

A to dlatego, że na przykład ja poszedłem sobie zagłosować, i pozaznaczałem ludzików, ale ponieważ nie podobał mi się żaden z kandydatów na prezydenta miasta, bo obecny mnie wnerwia a pozostali to same cieniasy i do tego wystawieni przez ugrupowania o poglądach zakrawających na oddelegowanie do psychiatryka, to zaznaczyłem świadomie 3 pierwsze nazwiska wiedząc że oddaję w ten sposób nieważny głos.

Formalnie zadanie zostało zrealizowane, bo mój głos trafił do nikogo. Jednakowoż okazało się potem, że nieważnych kart w tych wyborach pojawiło się zatrważająco wiele. Telewizje w przerwach pomiędzy dyskusją o kompromitacji PKW a dyskusją o kompromitacji PKW w studio obok nadawały materiał, w którym wyjaśniono sytuację tłumacząc, że ludzie nie wiedzieli jak głosować.

Teraz idąc dalej, ktoś kto po zakończeniu wyborów zliczał moje głosy przy użyciu kartki, liczydeł czy czego tam (zważając na zaistniałą sytuację) podsumował moje głosy do rad dzielnicy i powiatu ale załamał ręc
e widząc ostatnią kartę na prezydenta miasta. I co? I pewnie wrzucił mnie do jednego wora ze wszystkimi pozostałymi, którzy oddali nieważne głosy, a potem telewizja mówi, że ludzie nie poradzili sobie z systemem oddawania głosów. I zaliczany jestem do tej grupy, bo moja karta bije statystykę nieważnych głosów. Fakt – większość ludzi, których głosów nie uznano zwyczajnie nie ogarnęła tematu jak to się machen i stąd takie wyniki. Ale ja wypraszam sobie, stawiania mnie w jednym rzędzie z bandą tumanów, którzy nie umieją przeczytać ze zrozumieniem 4-o wierszowej instrukcji jaka była na dole każdej karty. Przy uwzględnieniu, że oddawanie głosów jest dopuszczalne od 18-go roku życia, to rozumiem ludzi, którzy założyli, że kilka linijek wyjaśnienia wystarczy by wyjaśnić dorosłym! ludziom jak się takiej karty używa. A potem stawia się znak równości pomiędzy rzeszą bałwanów a takimi jak ja, bo ja doskonale wiedziałem jak należy zaznaczać swój wybór i dlatego wiedziałem co należy zrobić by oddać nieważny głos, działając świadomie.

Ktoś może powiedzieć, że w takim razie mogłem nie iść wybory, to bym w ogóle nie był liczony w statach. I przyznaję, że jestem pod wrażeniem geniuszu człowieka, który jako pierwszy na to wpadł. Jako pierwszy doszedł do wniosku, że skoro gdzieś mnie nie ma, to mnie tam nie ma. Z reguły problemy dotyczą sytuacji bardziej skomplikowanych, przestępcy dwoją się i troją co zrobić, żeby przekonać resztę, że ich nie było tam gdzie byli, a maniacy wielominutowego spóźniania się do roboty głowią się jak przekonać szefa, że o właściwej godzinie się było tam gdzie wszyscy widzieli, że się nie było. Jestem wdzięczny za poradę, ale dziękuję – postoję. Sam wpadłem na to, że mogę nie iść a mimo to poszedłem, bo po pierwsze: wówczas nie miałbym możliwości oddania głosów na pozostałych kartach, których nie chciałem marnować i po drugie: nie po to dziesiątki ludzi w czasach epoki słusznie minionej wypruwało sobie flaki, żeby doprowadzić do wolnych demokratycznych wyborów, żeby teraz znowu oddawać swój los w ręce innych. Inną sprawą jest, że większość nieidących na wybory to patentowane lenie, którzy nie mają odwagi się przyznać, że dupy im się ruszać nie chce, więc się usprawiedliwiają tym, że nie mają na kogo głosować. Co ciekawe ta sama banda leni po wyborach najwięcej skrzeczy że im się nie podoba to co robią Ci, którzy zostali wybrani.

Wracając do meritum, domagam się wprowadzenia dodatkowej opcji na kartach do głosowania, dzięki której możliwe stanie się rozdzielenie niezadowolonych z przedstawionych kandydatur od zwykłych baranów, którzy nie potrafią zrozumieć prostego i jednoznacznego tekstu na dole kartki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz