"Osobiście współczuję naszym komikom i kabareciarzom, ponieważ zdaję sobie sprawę, jak ciężko jest wymyślić groteskę, która będzie bardziej absurdalna niż polska rzeczywistość" - autor bloga
"Po przeczytaniu treści na tym blogu, możesz przyjąć punkt widzenia autora, lecz jeśli wolisz możesz pozostać przy swoim zdaniu, żyjąc ze świadomością, że jesteś w błędzie" - autor bloga

poniedziałek, 17 listopada 2014

A wezmę se wcisnę

W dawnych czasach z dziejów komunikacji warszawskiej, do przewozu miejskiej dziczy, zwanym potocznie przewozem pasażerów, używano węgierskich wynalazków autobusopodobnych marki Ikarus. Ikarus był pojazdem wysokiego komfortu, posiadał skórzane siedzenia, drewniane obicia,
chromowane elementy wykańczające. Ale to co w tym momencie jest najbardziej istotne to przycisk request stop używany w wypadku zachcenia wysiąścia na request przystanku. Po prostu, jak osobnik chciał się wysadzić na najbliższym przystanku funkcjonującym na trasie jako przystanek na żądanie, wciskał sobie przycisk i kierowca otrzymywał powiadomienie, że przy tych czy tamtych drzwiach czeka pacjent co chce wysiąść. Nie mówię, że wciśnięcie przycisku skutkowało faktycznym zatrzymaniem bo z tym było różnie.

Poszkodowani byli wówczas pasażerowie tramwajów warszawskich, którzy nie mogli sobie nic wcisnąć, bo tramwaje zatrzymywały się obligatoryjnie na każdym przystanku na trasie. Aby to zmienić, zaczęto montować w tramwajach przyciski otwierania drzwi. Tramwaj podjeżdżał na przystanek, przycisk się zapalał, można se było nacisnąć i drzwi stawały otworem. Motorniczy lubili takie rozwiązanie, bo nie musieli się przemęczać. Początkowo tylko nieliczne sztuki taboru tramwajowego były wyposażone w to niezwykłe rozwiązanie. Najgorzej tą zmianę zniosły stołeczne babcie, którym zawsze najtrudniej się zaaklimatyzować w nowych warunkach społeczno – transportowych. Osobiście zdarzało się zaobserwować babcię, co stała z nosem na drzwiach i czekała, przycisk się świeci, ona czeka, tramwaj odjeżdża, babcia zostaje i drze się w kierunku motorniczego, że jest łajza. Z czasem jak przybywało tramwajów z guziczkiem to zdarzały się delikwentki, którym odjechały trzy tramwaje pod rząd. Motorniczy też mieli problem, bo nieraz dostali ochrzan za to, że nie „otwarli” drzwi i babcia nie mogła wysiąść, tam gdzie lubi (z reguły pod parafią, lub koło bazaru, ewentualnie w enklawie emerytek z wózeczkami na torby – koło hali mirowskiej).

Mimo tych ewidentnych niedociągnięć, rozwiązanie było dobre, zwłaszcza zimą, gdy nie wychładzało się bez sensu wnętrza pojazdu. Teraz kiedy większość pojazdów komunikacyjnych jest klimatyzowana, to unikanie bezcelowego wpuszczania powietrza z zewnątrz jest jeszcze bardziej korzystne. Dziś przyciski otwierania są wszędzie – w tramwajach, autobusach, metrze, pociągach Szybkiej Koleji Miejskiej (trzeba przyznać, że z tą szybką to miał autor poczucie humoru). Jednak mimo powszechności przycisków otwierania drzwi, dalej wielu użytkowników nie pojęło zasadniczo zasady ich użytkowania.

Przyciski otwierania drzwi można z grubsza podzielić na dwie grupy: programowalne i aktywowalne. Programowalne to te, które po wciśnięciu zapamiętują sygnał i otwierają drzwi, przy możliwie najbliższej okazji, tj. na przystanku. Naciskamy podczas jazdy, i diody sygnalizują, że podczas zatrzymania wrota zostaną rozpostarte. Co ciekawe, zapamiętywany jest pierwszy, najwcześniejszy sygnał. Kolejne aż do resetu są ingnorowane. A reset następuje w momencie otwarcia drzwi. Po jaką cholerę zatem, mimo sygnalizacji świetlnej gotowości do się zadziałania kolejne pasażery naciskają ten sam przycisk. Nie wiem, czy tym ludziom wydaje się, że po wielokrotnym naciśnięciu przycisku drzwi otworzą się szybciej, szerzej, albo w ogóle już w trakcie jazdy? Niestety, badania dowodzą, że niezależnie od ilości wciśnięć efekt zawsze jest jednakowy. Mimo to, notorycznie co przystanek można zaobserwować jak każdy pasażer musi se wcisnąć, bo gra z pozostałymi w grę typu kto nie wciśnie otwieraczki ten ciota. To działa trochę bardziej na zasadzie, kto pierwszy ten lepszy, bo tylko ten co pierwszy wciśnie może czuć się Ali Babą, reszta co cieniasy, co przegrały wyścig do magicznego guzika otwierającego portal pomiędzy dusznym i ciasnym pojazdem a brudnym i zasmrodzonym miastem. Algorytm działania przycisku programowalnego działa mniej więcej tak:



Przyciski aktywowalne mają tą cechę, że nie można ich zaprogramować w trakcie jazdy, ponieważ ignorują one komendy. Są natomiast aktywowane w momencie zatrzymania się pojazdu na przystanku. Niemniej jednak, pierwsze naciśnięcie powoduje aktywację funkcji. Niemniej jednak wielu dalej bawi się w kto nie wciśnie ten ciota, a ponieważ przycisk uaktywnia się dopiero na przystanku to do zabawy dołącza się cała chmara ludzi z zewnątrz, która już zdążyła skutecznie zastawić drzwi.

Cały ten ambaras nie dotyczy tylko przycisków otwierania drzwi, ale także przycisków stop,
będących odpowiednikiem ikarusowych request stopów. Co ciekawe, ludziska mają tendencję do ich naciskania nawet wtedy, kiedy przystanek nie jest przystankiem typu request. Z reguły następuje to natychmiast po zamknięciu drzwi, pojazd rusza i od razu ludziska rzucają się do przycisków stopu, żeby przypadkiem kierujący nie zapomniał, że ma się zatrzymać.

Nie wiem co kieruje tymi, którzy koniecznie muszą sobie wcisnąć, bez względu na to czy to jest uzasadnione czy nie. Możliwe, że chcą pozostawić w pojeździe cząstkę siebie w postaci odcisków paluchów na otwieraczce. Może też nie mają dość zaufania do innych i nie wierzą, że pozostali są w stanie skutecznie nacisnąć. Problem jest poważny, bo przeciskanie się i tratowanie ludzi byle by tylko wcisnąć wciśnięte irytuje takich jak ja, którzy spokojnie czekają na dojazd do przystanku, bo rozumieją, że szansa na bycie pierwszym wciskaczem w tej sesji wysiadania przepadła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz