W dawnych czasach z dziejów komunikacji warszawskiej, do
przewozu miejskiej dziczy, zwanym potocznie przewozem pasażerów, używano
węgierskich wynalazków autobusopodobnych marki Ikarus. Ikarus był pojazdem
wysokiego komfortu, posiadał skórzane siedzenia, drewniane obicia,
chromowane
elementy wykańczające. Ale to co w tym momencie jest najbardziej istotne to
przycisk request stop używany w wypadku zachcenia wysiąścia na request
przystanku. Po prostu, jak osobnik chciał się wysadzić na najbliższym
przystanku funkcjonującym na trasie jako przystanek na żądanie, wciskał sobie
przycisk i kierowca otrzymywał powiadomienie, że przy tych czy tamtych drzwiach
czeka pacjent co chce wysiąść. Nie mówię, że wciśnięcie przycisku skutkowało
faktycznym zatrzymaniem bo z tym było różnie.
Poszkodowani byli wówczas pasażerowie tramwajów
warszawskich, którzy nie mogli sobie nic wcisnąć, bo tramwaje zatrzymywały się
obligatoryjnie na każdym przystanku na trasie. Aby to zmienić, zaczęto montować
w tramwajach przyciski otwierania drzwi. Tramwaj podjeżdżał na przystanek,
przycisk się zapalał, można se było nacisnąć i drzwi stawały otworem.
Motorniczy lubili takie rozwiązanie, bo nie musieli się przemęczać. Początkowo
tylko nieliczne sztuki taboru tramwajowego były wyposażone w to niezwykłe
rozwiązanie. Najgorzej tą zmianę zniosły stołeczne babcie, którym zawsze
najtrudniej się zaaklimatyzować w nowych warunkach społeczno – transportowych.
Osobiście zdarzało się zaobserwować babcię, co stała z nosem na drzwiach i
czekała, przycisk się świeci, ona czeka, tramwaj odjeżdża, babcia zostaje i
drze się w kierunku motorniczego, że jest łajza. Z czasem jak przybywało
tramwajów z guziczkiem to zdarzały się delikwentki, którym odjechały trzy
tramwaje pod rząd. Motorniczy też mieli problem, bo nieraz dostali ochrzan za
to, że nie „otwarli” drzwi i babcia nie mogła wysiąść, tam gdzie lubi (z reguły
pod parafią, lub koło bazaru, ewentualnie w enklawie emerytek z wózeczkami na
torby – koło hali mirowskiej).
Mimo tych ewidentnych niedociągnięć, rozwiązanie było dobre,
zwłaszcza zimą, gdy nie wychładzało się bez sensu wnętrza pojazdu. Teraz kiedy
większość pojazdów komunikacyjnych jest klimatyzowana, to unikanie bezcelowego
wpuszczania powietrza z zewnątrz jest jeszcze bardziej korzystne. Dziś
przyciski otwierania są wszędzie – w tramwajach, autobusach, metrze, pociągach
Szybkiej Koleji Miejskiej (trzeba przyznać, że z tą szybką to miał autor
poczucie humoru). Jednak mimo powszechności przycisków otwierania drzwi, dalej
wielu użytkowników nie pojęło zasadniczo zasady ich użytkowania.
Przyciski otwierania drzwi można z grubsza podzielić na dwie
grupy: programowalne i aktywowalne. Programowalne to te, które po wciśnięciu
zapamiętują sygnał i otwierają drzwi, przy możliwie najbliższej okazji, tj. na
przystanku. Naciskamy podczas jazdy, i diody sygnalizują, że podczas
zatrzymania wrota zostaną rozpostarte. Co ciekawe, zapamiętywany jest pierwszy,
najwcześniejszy sygnał. Kolejne aż do resetu są ingnorowane. A reset następuje
w momencie otwarcia drzwi. Po jaką cholerę zatem, mimo sygnalizacji świetlnej
gotowości do się zadziałania kolejne pasażery naciskają ten sam przycisk. Nie
wiem, czy tym ludziom wydaje się, że po wielokrotnym naciśnięciu przycisku
drzwi otworzą się szybciej, szerzej, albo w ogóle już w trakcie jazdy?
Niestety, badania dowodzą, że niezależnie od ilości wciśnięć efekt zawsze jest
jednakowy. Mimo to, notorycznie co przystanek można zaobserwować jak każdy
pasażer musi se wcisnąć, bo gra z pozostałymi w grę typu kto nie wciśnie
otwieraczki ten ciota. To działa trochę bardziej na zasadzie, kto pierwszy ten
lepszy, bo tylko ten co pierwszy wciśnie może czuć się Ali Babą, reszta co
cieniasy, co przegrały wyścig do magicznego guzika otwierającego portal
pomiędzy dusznym i ciasnym pojazdem a brudnym i zasmrodzonym miastem. Algorytm
działania przycisku programowalnego działa mniej więcej tak:
Przyciski aktywowalne mają tą cechę, że nie można ich
zaprogramować w trakcie jazdy, ponieważ ignorują one komendy. Są natomiast
aktywowane w momencie zatrzymania się pojazdu na przystanku. Niemniej jednak,
pierwsze naciśnięcie powoduje aktywację funkcji. Niemniej jednak wielu dalej
bawi się w kto nie wciśnie ten ciota, a ponieważ przycisk uaktywnia się dopiero
na przystanku to do zabawy dołącza się cała chmara ludzi z zewnątrz, która już
zdążyła skutecznie zastawić drzwi.
Cały ten ambaras nie dotyczy tylko przycisków otwierania
drzwi, ale także przycisków stop,
będących odpowiednikiem ikarusowych request
stopów. Co ciekawe, ludziska mają tendencję do ich naciskania nawet wtedy,
kiedy przystanek nie jest przystankiem typu request. Z reguły następuje to
natychmiast po zamknięciu drzwi, pojazd rusza i od razu ludziska rzucają się do
przycisków stopu, żeby przypadkiem kierujący nie zapomniał, że ma się
zatrzymać.
Nie wiem co kieruje tymi, którzy koniecznie muszą sobie
wcisnąć, bez względu na to czy to jest uzasadnione czy nie. Możliwe, że chcą
pozostawić w pojeździe cząstkę siebie w postaci odcisków paluchów na
otwieraczce. Może też nie mają dość zaufania do innych i nie wierzą, że
pozostali są w stanie skutecznie nacisnąć. Problem jest poważny, bo
przeciskanie się i tratowanie ludzi byle by tylko wcisnąć wciśnięte irytuje
takich jak ja, którzy spokojnie czekają na dojazd do przystanku, bo rozumieją,
że szansa na bycie pierwszym wciskaczem w tej sesji wysiadania przepadła.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz