"Osobiście współczuję naszym komikom i kabareciarzom, ponieważ zdaję sobie sprawę, jak ciężko jest wymyślić groteskę, która będzie bardziej absurdalna niż polska rzeczywistość" - autor bloga
"Po przeczytaniu treści na tym blogu, możesz przyjąć punkt widzenia autora, lecz jeśli wolisz możesz pozostać przy swoim zdaniu, żyjąc ze świadomością, że jesteś w błędzie" - autor bloga

czwartek, 6 listopada 2014

Patetycznie nielogicznie


Tak jakoś wyszło, że miałem okazję jechać pociągiem warszawskiego metra – zatłoczonym oczywiście. W kraju gdzie co trzeci gada że nie ma pracy, więc cholera wie, gdzie ci wszyscy ludzie jeżdżą i skąd mają na bilety.


W wagonach metra od kilku lat zamontowane są ekrany reklamowe, obsługiwane przez firmę AMS, wchodzącą w skład grupy Agora. Podobno mają umilać jazdę pasażerom, by jadąc w ścisku mogli sobie pooglądać reklamy, spoty wyborcze, czy jakieś głupie plansze z tłumaczeniem angielskich słówek. Działają na zasadzie standardowych bilbordów, wykupujesz sobie abonament na jakiś czas i możesz sobie powyświetlać swoje dyrdymały. 


Jeżeli „czas antenowy” nie został wykupiony w całości, to wówczas ekrany służą do promowania jakiś akcji, które w znany tylko autorom sposób, mają poprawiać bezpieczeństwo w mieście i w metrze. I tak dostajemy na przykład pouczenia, by pilnować bagażu bo nam podpierdzielą, reagować jak się widzi niebezpieczną sytuację, widząc kieszonkowca nie wymierzać sprawiedliwości ale nacisnąć żółty przycisk, obecny w każdym wagonie. I latają tam mądre hasła w stylu „okaż empatię dla starszych – ustąp miejscówy”, „pilnuj bagarów”, „nie spuszczaj dziecka z oczu”, „nie rzucaj dzieckiem o ścianę”, „nie żryj i nie pij w metrze, bo komuś kurtkę uwalisz” czy „nie drzyj mordy przez telefon, bo inni nie chcą słuchać co cię boli”. 


A dziś w „paśmie reklamowym” leci czarno-biały animowany spot z gatunku tych na które zwykłem mawiać reverse klip, a pozostali Polacy mówią od dupy strony. Na klipie jest gościu leżący na ulicy po potrąceniu przez samochód, gdzie po chwili czas się zaczyna cofać dzięki czemu widać co działo się przed wypadkiem i jak do niego doszło. Na koniec hasło z przesłaniem „wypadki są sumą różnych zdarzeń, większości z nich można uniknąć”. Pominąć można, że jest to mniej więcej tak samo mądre jak stwierdzenie, że tanie wino jest dobre bo jest dobre i tanie. Chodzi o to, że to hasło jest bez sensu z punktu widzenia jego znaczenia w kontekście w którym jest prezentowane.


Wyobraźmy sobie sytuację, gdzie przebiegając na czerwonym przez pasy ludzik, zostaje potrącony przez samochód. Nie rozdrabiając się zbytnio na detale rozbijamy to na dwa równoczesne zdarzenia
jakie zaistniały by auto rypnęło klienta. Po pierwsze stało się tak, bo pieszy znalazł się na trasie jazdy samochodu, a po drugie dlatego, że samochód znalazł się na drodze pieszego. Jeżeli pieszy wszedłby na czerwonym na przejście, ale samochód by się nie pojawił to do wypadku by nie doszło. Tak samo jakby ten samochód tamtędy jechał, ale gostek nie wymuszałby pierwszeństwa to również wypadku by nie było. Aby do niego doszło potrzebne są oba elementy jednocześnie, do tego wektory prędkości obu „uczestników” muszę się przecinać w taki sposób by i pieszy i auto w momencie przecięcia znaleźli się w tym samym punkcie. Można by to dalej rozdrabniać, ale nie ma potrzeby – tyle wystarczy.


Kwintesencją tego wywodu, jest wymóg zajścia obu zdarzeń, który przez wielu jest nazywany pechowym zbiegiem okoliczności. 


Teraz co królowa nauk – matematyka i jej wyrodna córka – statystyka mówią o zdarzeniach. Mówi między innymi że wspomniana suma zdarzeń (na którą powołuje się autor hasła kampanii) wyraża się wzorem:



A prościej mówiąc zajście sumy zdarzeń wymaga by zaszło przynajmniej jedno z jej zdarzeń elementarnych. A to nie wróży dobrze. Okazuje się zatem że przebiegając na czerwonym świetle i tak zostaniemy potrąceni przez nadjeżdżający samochód, bez względu na to czy on tam będzie czy nie. Gorzej! Jeżeli nawet zdecydujemy się na respektowanie przepisów to jeżeli w okolicy pojawi się nadjeżdżający samochód to czeka nas rychłe z nim spotkanie pierwszego stopnia.


Poprzedni akapit nie dość że jest absurdalny to nawet brzmi idiotycznie. Przecież już stwierdziliśmy, że doprowadzenie do wypadku w okolicznościach wcześniej opisanych (czyli na jezdni, w skutek wtargnięcia a nie np. stracenia kontroli nad pojazdem) wymaga pieszego na jezdni przy jednoczesnym nadjechaniu pojazdu. 


Dla rozluźnienia popatrzmy sobie teraz na taki wzór:
Jak widać, prawdopodobieństwo zajścia pechowego zbiegu okoliczności wymaga wspólnego wystąpienia wszystkich zdarzeń do niego prowadzących. To jest wzór na iloczyn zdarzeń i mówi tyle, że iloczyn zdarzeń jest zdarzeniem losowym polegającym na jednoczesnym wystąpieniu wszystkich jego zdarzeń elementarnych. Jak to się ma do hasła z ekranów warszawskiego metra chyba nie muszę wyjaśniać.


Należy natomiast zaznaczyć, że powyższe to nie jest żadna wiedza tajemna. Logiki matematycznej i algebry Boola uczą w liceum. I nie można się nawet wykręcać niepamięcią, czy opisywanym przeze mnie już wcześniej tzw. humanizmem, bo algebra Boola jest wszechobecna. Przecież wciśnięcie powszechnie znanej kombinacji klawiszy ctrl+alt+delete to nic innego jak jednoczesne wystąpienie 3 zdarzeń elementarnych polegających na wygenerowaniu trzech sygnałów o różnym napięciu, które
maszyna interpretuje zgodnie ze schematem zakodowanym w systemie ją obsługującym. Napisanie tego zdania od wielkiej litery to też wynik działania układu bramek logicznych przekształcających na finalny sygnał sygnały pojedyncze wygenerowane przez jednoczesne wciśnięcie shift i n. Cała elektronika się na tym opiera. Lepiej, każda podejmowana decyzja, diagnoza strategia, jest wynikiem analizy zdarzeń na nią wpływających. I gdyby wspomniany ludek, wziął pod uwagę okoliczności to nie podjąłby decyzji o przechodzeniu na czerwonym. 


Używanie niewłaściwych określeń staje się normą. Takich baboli jest naokoło pełno, zamienne stosowanie pojęć masa i ciężar, mylenie kilogramów masy z kilogramami siły, czy reportaże dziennikarskie, w których okazuje się że sztywność i twardość wierteł to to samo. Ludzie! Czy w słowniku synonimów suma jest synonimem iloczynu lub odwrotnie? Co to jest okrąg? Jest to zbiór wszystkich punktów jednakowo odległych od jednego punktu zwanego środkiem okręgu. A koło? Koło to obszar ograniczony okręgiem. Niby wiadome i jasne, ale jak spytasz ludzi czym się różni koło od okręgu to 95% zrobi cielęce oczka.


Autor hasła z warszawskiego metra rzucił co mu przyszło do głowy. Napisać, że wypadki są iloczynem różnych zdarzeń brzmi dziwnie, ale autorowi właśnie o to chodziło, mimo że pewnie nawet o tym nie wie. Ale zastępując iloczyn następstwem uzyskujemy hasło i wyrażające to co było jego celem i poprawne logicznie. Człowieku, jak podejmujesz się o czymś mówić, zwłaszcza publicznie to używaj określeń właściwych a nie pierwszego co leży Ci w kontekście. Jak mam traktować poważnie kampanię, której sens logiczny hasła wiodącego naraża ją na śmieszność?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz