Tak jakoś wyszło, że miałem okazję jechać pociągiem
warszawskiego metra – zatłoczonym oczywiście. W kraju gdzie co trzeci gada że
nie ma pracy, więc cholera wie, gdzie ci wszyscy ludzie jeżdżą i skąd mają na
bilety.
W wagonach metra od kilku lat zamontowane są ekrany
reklamowe, obsługiwane przez firmę AMS, wchodzącą w skład grupy Agora. Podobno
mają umilać jazdę pasażerom, by jadąc w ścisku mogli sobie pooglądać reklamy,
spoty wyborcze, czy jakieś głupie plansze z tłumaczeniem angielskich słówek. Działają
na zasadzie standardowych bilbordów, wykupujesz sobie abonament na jakiś czas i
możesz sobie powyświetlać swoje dyrdymały.
Jeżeli „czas antenowy” nie został wykupiony w całości, to wówczas
ekrany służą do promowania jakiś akcji, które w znany tylko autorom sposób,
mają poprawiać bezpieczeństwo w mieście i w metrze. I tak dostajemy na przykład
pouczenia, by pilnować bagażu bo nam podpierdzielą, reagować jak się widzi
niebezpieczną sytuację, widząc kieszonkowca nie wymierzać sprawiedliwości ale
nacisnąć żółty przycisk, obecny w każdym wagonie. I latają tam mądre hasła w
stylu „okaż empatię dla starszych – ustąp miejscówy”, „pilnuj bagarów”, „nie
spuszczaj dziecka z oczu”, „nie rzucaj dzieckiem o ścianę”, „nie żryj i nie pij
w metrze, bo komuś kurtkę uwalisz” czy „nie drzyj mordy przez telefon, bo inni
nie chcą słuchać co cię boli”.
A dziś w „paśmie reklamowym” leci czarno-biały animowany spot
z gatunku tych na które zwykłem mawiać reverse klip, a pozostali Polacy mówią
od dupy strony. Na klipie jest gościu leżący na ulicy po potrąceniu przez
samochód, gdzie po chwili czas się zaczyna cofać dzięki czemu widać co działo
się przed wypadkiem i jak do niego doszło. Na koniec hasło z przesłaniem „wypadki
są sumą różnych zdarzeń, większości z nich można uniknąć”. Pominąć można, że
jest to mniej więcej tak samo mądre jak stwierdzenie, że tanie wino jest dobre
bo jest dobre i tanie. Chodzi o to, że to hasło jest bez sensu z punktu
widzenia jego znaczenia w kontekście w którym jest prezentowane.
Wyobraźmy sobie sytuację, gdzie przebiegając na czerwonym
przez pasy ludzik, zostaje potrącony przez samochód. Nie rozdrabiając się
zbytnio na detale rozbijamy to na dwa równoczesne zdarzenia
jakie zaistniały by
auto rypnęło klienta. Po pierwsze stało się tak, bo pieszy znalazł się na
trasie jazdy samochodu, a po drugie dlatego, że samochód znalazł się na drodze
pieszego. Jeżeli pieszy wszedłby na czerwonym na przejście, ale samochód by się
nie pojawił to do wypadku by nie doszło. Tak samo jakby ten samochód tamtędy
jechał, ale gostek nie wymuszałby pierwszeństwa to również wypadku by nie było.
Aby do niego doszło potrzebne są oba elementy jednocześnie, do tego wektory
prędkości obu „uczestników” muszę się przecinać w taki sposób by i pieszy i
auto w momencie przecięcia znaleźli się w tym samym punkcie. Można by to dalej rozdrabniać,
ale nie ma potrzeby – tyle wystarczy.
Kwintesencją tego wywodu, jest wymóg zajścia obu zdarzeń, który
przez wielu jest nazywany pechowym zbiegiem okoliczności.
Teraz co królowa nauk – matematyka i jej wyrodna córka –
statystyka mówią o zdarzeniach. Mówi między innymi że wspomniana suma zdarzeń
(na którą powołuje się autor hasła kampanii) wyraża się wzorem:
A prościej mówiąc zajście sumy zdarzeń wymaga by zaszło
przynajmniej jedno z jej zdarzeń elementarnych. A to nie wróży dobrze. Okazuje
się zatem że przebiegając na czerwonym świetle i tak zostaniemy potrąceni przez
nadjeżdżający samochód, bez względu na to czy on tam będzie czy nie. Gorzej! Jeżeli
nawet zdecydujemy się na respektowanie przepisów to jeżeli w okolicy pojawi się
nadjeżdżający samochód to czeka nas rychłe z nim spotkanie pierwszego stopnia.
Poprzedni akapit nie dość że jest absurdalny to nawet brzmi
idiotycznie. Przecież już stwierdziliśmy, że doprowadzenie do wypadku w
okolicznościach wcześniej opisanych (czyli na jezdni, w skutek wtargnięcia a
nie np. stracenia kontroli nad pojazdem) wymaga pieszego na jezdni przy
jednoczesnym nadjechaniu pojazdu.
Dla rozluźnienia popatrzmy sobie teraz na taki wzór:
Jak widać, prawdopodobieństwo zajścia pechowego zbiegu
okoliczności wymaga wspólnego wystąpienia wszystkich zdarzeń do niego
prowadzących. To jest wzór na iloczyn zdarzeń i mówi tyle, że iloczyn zdarzeń
jest zdarzeniem losowym polegającym na jednoczesnym wystąpieniu wszystkich jego
zdarzeń elementarnych. Jak to się ma do hasła z ekranów warszawskiego metra chyba
nie muszę wyjaśniać.
Należy natomiast zaznaczyć, że powyższe to nie jest żadna
wiedza tajemna. Logiki matematycznej i algebry Boola uczą w liceum. I nie można
się nawet wykręcać niepamięcią, czy opisywanym przeze mnie już wcześniej tzw.
humanizmem, bo algebra Boola jest wszechobecna. Przecież wciśnięcie powszechnie
znanej kombinacji klawiszy ctrl+alt+delete to nic innego jak jednoczesne
wystąpienie 3 zdarzeń elementarnych polegających na wygenerowaniu trzech
sygnałów o różnym napięciu, które
maszyna interpretuje zgodnie ze schematem
zakodowanym w systemie ją obsługującym. Napisanie tego zdania od wielkiej
litery to też wynik działania układu bramek logicznych przekształcających na
finalny sygnał sygnały pojedyncze wygenerowane przez jednoczesne wciśnięcie
shift i n. Cała elektronika się na tym opiera. Lepiej, każda podejmowana
decyzja, diagnoza strategia, jest wynikiem analizy zdarzeń na nią wpływających.
I gdyby wspomniany ludek, wziął pod uwagę okoliczności to nie podjąłby decyzji
o przechodzeniu na czerwonym.
Używanie niewłaściwych określeń staje się normą. Takich
baboli jest naokoło pełno, zamienne stosowanie pojęć masa i ciężar, mylenie kilogramów
masy z kilogramami siły, czy reportaże dziennikarskie, w których okazuje się że
sztywność i twardość wierteł to to samo. Ludzie! Czy w słowniku synonimów suma
jest synonimem iloczynu lub odwrotnie? Co to jest okrąg? Jest to zbiór
wszystkich punktów jednakowo odległych od jednego punktu zwanego środkiem
okręgu. A koło? Koło to obszar ograniczony okręgiem. Niby wiadome i jasne, ale
jak spytasz ludzi czym się różni koło od okręgu to 95% zrobi cielęce oczka.
Autor hasła z warszawskiego metra rzucił co mu przyszło do
głowy. Napisać, że wypadki są iloczynem różnych zdarzeń brzmi dziwnie, ale
autorowi właśnie o to chodziło, mimo że pewnie nawet o tym nie wie. Ale
zastępując iloczyn następstwem uzyskujemy hasło i wyrażające to co było jego
celem i poprawne logicznie. Człowieku, jak podejmujesz się o czymś mówić,
zwłaszcza publicznie to używaj określeń właściwych a nie pierwszego co leży Ci
w kontekście. Jak mam traktować poważnie kampanię, której sens logiczny hasła
wiodącego naraża ją na śmieszność?




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz