Dziś również tak się założyło, że miałem wątpliwą przyjemność
doznać uroków jazdy warszawskim metrem. Pod koniec ubiegłego roku, lub na
początku obecnego warszawskie metro dokonało zakupu nowych składów o nazwie
Inspiro. W przeciwieństwie do poprzedników produkcji rosyjskiej, lub
francuskiego Alstomu posiadają przegubowe połączenie pomiędzy wagonami.
Inspiro zasłynęło tym, że kilka dni po debiucie jeden ze
składów miał lekką usterkę elektryczną która spowodowała niewielki pożar. Jeden
ze strażaków który brał udział w akcji „ratunkowej” wyjaśnił potem swojemu
znajomemu, że cały ten biały dym jaki pokazywała każda telewizja to nie żaden
pożar, ale efekt użycia gaśnic proszkowych. Tenże znajomy podzielił się tą
wiedzą ze studentami na jednym z wykładów. Niemniej jednak liczy się efekt,
taki zamglony przez gaśniczy proszek obraz wyglądał bardziej spektakularnie.
Od poprzedników, różnią się jeszcze jednym drobiazgiem,
który stosowany był dotychczas m.in. w pociągach Berlińskich S-Bahn’ów i U-Bahn’ów
(w końcu Inspiro jest dziełem Siemensa). Chodzi o informację, która pojawia się
w Berlińskich pociągasz przy dojeździe do stacji, gdzie poza jej nazwą można usłyszeć
aufsteig rechts/links.
W wagonach Inspiro możemy spotkać się z polską wersją tej
informacji. Jest ona wypowiadana żeńskim głosem, który brzmi jakby kobicie
która to czytała wybito połowę zębów. Sama treść przekazu: proszę wysiąść na
prawo/lewo.
I tu zaczyna się cały szkopuł, bo to zdanie w praktyce
nakazuje pasażerom wysiąść – wszystkim. Bez względu na to czy na lewo czy na
prawo, to choć jest to zdanie posiadające grzecznościową formę prośby,
pozostaje zdaniem rozkazującym. Proszę wysiąść to uprzejme „wysiadać!” i mimo
swojej postaci zachowuje formę polecenia.
No co to ma w ogóle znaczyć? Wsiadam sobie na kulturze do
pociągu metra, bilet mam (nawet ważny), siadam sobie spokojnie, nie awanturuje
się, nie wszczynam bójek, nie drę mordy… a i tak nakazuje mi się wysiąść na
następnej stacji. No bo proszę wysiąść to proszę wysiąść. Nie usiłowałem co
prawda dopytać czy pani bez zębów mówiła do mnie, ze względu na duże prawdopodobieństwo,
że mi nie odpowie. Kto wie, może to jej pociąg i nie życzy sobie ona w nim
jakiś obcych ludzi.
Warszawskie metro powinno zająć się tematem i to możliwie
szybko, bo należy zauważyć, że pasażerowie jadący w starszych składach nie są
wypraszani na kolejnej stacji po wejściu do pociągu. Pojawia się problem
dyskryminacji, bo przecież konstytucyjna równość wobec prawa nie pozwala na
odmienne traktowanie ze względu na płeć, rasę, religię, orientację seksualną
czy markę pociągu, w którym akurat się jedzie. Intencje były dobre, wyszło
jak zawsze.
Swoją drogą ciekawi mnie ile pani bez zębów przytuliła kasy,
za użyczenie głosu do informacji, która jest zupełnie niepotrzebna. Bo na
przykład mnie się wydaje, że w pociągu który ma całkowicie przeszklone drzwi a
pomiędzy nimi duże okna da się we własnym zakresie oszacować po której stronie
znajduje się platforma peronu. Nawet jeżeli ktoś będzie znajdował się na przeciwległej
burcie składu, istnieje szansa, że po zobaczeniu za drzwiami ściany stacji,
oddalonej o 20 cm zorientuje się że peron jest po drugiej stronie.
I wreszcie - nawet przetłumaczenie komunikatu DB na polski
też nie wystarczy, bo wyjście po prawej/lewej w zasadzie niczego nie wnosi. Te
pociągi mają drzwi po obu stronach, co znaczy, że po obu stronach znajduje się
wyjście. Jeżeli już ktoś uparcie chce informować ludzi, po której stronie
należy się spodziewać zadeptania przez współpodróżnych z głębi wagonu, to niech
raczy zwrócić uwagę że to nie wyjście jest po prawej lub lewej, tylko peron.
Wyjście z pociągu, jest tam gdzie są drzwi i nawet jeżeli peron znajduje się
tylko po jednej stronie, to wyjście z drugiej nie przestaje istnieć, choć próba
skorzystania z niego może być ryzykowna.
To tyle w tej kwestii. Korzystając z okazji, chciałem
nakłonić by w najbliższych dniach pamiętać o oddaniu hołdu tym którzy walczyli
o niepodległość – w końcu to dzięki nim mamy kolejny długi weekend.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz