Wczoraj dorwałem się do newsa w którym były omawiane nowe
pomysły na rozwiązanie problemu niekoniecznie uczciwych przeglądów okresowych
pojazdów.
Generalnie rzecz biorąc chodzi o to, że istnieje zjawisko
polegające na przechodzeniu przez samochód przeglądu bez przeglądu, a nawet i
bez samochodu. Za stosowną opłatą uzyskuje się pieczątkę w dowodzie i wpis do
księgi. Władza postanowiła z tym skończyć.
Propozycji zmian jest kilka. Pierwsza to obowiązek
fotografowania samochodu podczas przeglądu. Takie zdjęcia będą stanowić dowód
że auto faktycznie było na stacji. No rewelacyjny pomysł wręcz. Teraz już żaden
cwaniak nie przyjdzie z samym dowodem. Będzie trzeba przyprowadzić pojazd, żeby
mu cyknąć parę fotek. Bo przecież nikt nie wpadnie na pomysł, by wjechać na
kanał, otworzyć maskę, wsadzić do wydechu miernik poziomu spalin i zrobić kilka
zdjęć i na tym przegląd zakończyć. Potem walnąć stempla i za rok ponownie to
samo. Inna sprawa, że wiele stacji ma monitoring a mimo to lewizna ma się
dobrze.
Pomysł drugi: poza pieczątką w dowodzie trzeba będzie wozić
w samochodzie zaświadczenie ze stacji diagnostycznej (nie wiadomo czy zdjęcia
też) potwierdzające przejście przeglądu. Bo załatwienie sobie na lewo takiego
świstka będzie zapewne o wiele trudniejsze niż załatwienie pieczątki.
Pomysł dwa i pół: Do świstka dorzucana będzie naklejka
również świadcząca o przejściu przeglądu. Naklejkę taką trzeba będzie przykleić
na przednią szybę pojazdu. Zaraz obok naklejki rejestracyjnej. A w ogóle to
jest taki pomysł, żeby wprowadzić również naklejki na przednią szybę określającą
ekologiczność pojazdu. Mieszkańcy stref płatnego parkowania na przedniej szybie
muszą umieścić też naklejkę abonamentową zwalniającą ich z jednorazowych opłat
za parkowanie. Niepełnosprawni natomiast przyklejają plakietkę z numerem
zaświadczenia, żeby móc parkować na spoko miejscach. Ja w ogóle proponuję żeby
wprowadzić przepis zobowiązujący do zrobienia wyklejanki na przedniej szybie
pojazdu. Niech policjant od razu na pierwszy rzut oka widzi z kim ma do
czynienia. I tak: wolisz makaron od kartofli – umieść tą informację na
przedniej szybie, bardziej pasuje Ci papier toaletowy Regina od Velvet –
pierdzielnij naklejkę z tą wiadomością na szybę czołową, preferujesz jajecznicę
na maśle zamiast na margarynie – wal info na szybę. Potem można sobie
zorganizować konkursy, kto ma ładniejszą kompozycję naklejek na szybie
przedniej, bo tylko do tego będzie się ona nadawała. Z oczywistych względów jej
dotychczasowe zastosowanie stanie się niemożliwe do realizacji.
Całość projektu oczywiście ma szansę odnieść spektakularną
porażkę, a pomysłodawcy zamiast zastanowić się dlaczego, rozważą pomysł
obowiązkowego montażu neonu (oczywiście na przedniej szybie) z napisem „odwiedziłem
stację diagnostyczną”. Jak debilnie naiwnym trzeba być, aby sądzić, że kawałek
przylepca i wydruk A4 i sesja zdjęciowa rozwiążą problem lewych podbitek w
dowodach rejestracyjnych. Inna sprawa, że wymaga się od kierowców by
utrzymywali auta w stanie ideolo a każe im się jeździć po drogach, których stan
ewidentnie nie sprzyja utrzymaniu należytego stanu pojazdu i jego podzespołu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz