W dniu wczorajszym, koleżanka z pracy, która ma dwójkę
dzieci w wieku szkolnym, zaczęła opowiadać o nowym rozwiązaniu, które zostało
zastosowane w szkole do której uczęszczają jej dzieci.
Z ciekawości postanowiłem dowiedzieć się szczegółów i
okazuje się, że edukacyjna machina terroru postanowiła się zmodernizować by
jeszcze bardziej obrzydzić życie uczniom. Chodzi o tzw. elektroniczny dziennik.
Z samej nazwy można się domyśleć o co w tym chodzi. W dużym uproszczeniu – nauczyciel
w szkole wypełnia e-rubryczki a rodzic w domu się loguje na e-dziennik i
sprawdza sobie postępy dziecka… lub ich brak.
Dla uczniów oznacza to katastrofę związaną z zamianą
kontroli rodzicielskiej na totalną inwigilację. Uczeń nie będzie w stanie
cieszyć się ani chwilą wolności, ponieważ wszystkie jego grzechy i zaniedbania,
poprzez system elektronicznego donosicielstwa, zostaną natychmiastowo
przekazane rodzicom a potem to już memento przerąbane.
Powszechnie wiadomo, że jedynym czego szkoła potrafi
człowieka w życiu nauczyć jest umiejętność doceniania każdej wolnej chwili.
Ciesz się młody człowieku chwilą wolnego, bo to eldorado wkrótce się skończy. I
znowu zacznie się codzienna wielogodzinna sesja tortur, podzielona na 45-o
minutowe sesje, która trwa przez 10 miesięcy w roku, 5 dni w tygodniu i od 6 do
9 godzin na dzień. Teraz dzięki e-dziennikowi, szkoła może w jeszcze lepszy
sposób spełniać rolę do jakiej została stworzona – zniechęcać ucznia do nauki,
obrzydzać mu jakiekolwiek poznawanie wiedzy i niszczyć jakiekolwiek jego
ambicje.
Elektroniczny dziennik ma oczywiście wszystkie bajery w
jakie wyposażony jest każdy, nawet podstawowy system elektronicznego zarządzania.
Wśród nich, jest na przykład taki banał jak wysyłanie powiadomień sms o
zmianach w rubryce z nazwiskiem Twojego dziecka. I siedzisz se w robocie a tu
przychodzi wiadomość „Rodzicu, informujemy że Twoja pociecha znów nie
przygotowała się z ostatniej lekcji z przyry, za co otrzymała ocenę
niedostateczną”. Albo młody człowiek pójdzie sobie na wagary a u rodzica w
komórce wiadomość: „Rodzicu, w dniu dzisiejszym twoje dziecko, zerwało się z
trzech ostatnich”. I memento przerąbane, bo na przykład moi rodzice byli źli na
wagarowanie i nie chcieli zrozumieć, że to nie moja wina, że potrafię sobie samemu
ciekawiej zorganizować czas niż robiła to szkoła.
Co musi czuć zatem uczeń, który siedzi w szkole z nieprzerwaną
świadomością że cokolwiek zrobi, to zaraz matka się dowie co nawywijał. Taki
dzieciak nie dość że dostanie szlaban na kompa, to jeszcze będzie zmuszony by
po powrocie ze szkoły mieć ciąg dalszy tortur, gdzie najpierw rodzice przez
godzinę będą na niego krzyczeć, a potem cały wieczór będą mu stać nad głową by
do nocy ślęczał nad książkami.
Oczywiście przy tej okazji pojawi się stara śpiewka, że to
wszystko dla dobra uczniów. Choć dlaczego MEN dla bora uczniów, dopuszcza
odbieranie uczniom jakiejkolwiek swobody to już nie zostało wyjaśnione. Szkoła
nie dość że skutecznie obrzydza każdemu uczniowi naukę, to jeszcze teraz może
zaprzęgnąć do tego rodziców, by Ci wyręczali szkołę w tymże obrzydzaniu po
godzinach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz