![]() |
| pielgrzymka z lotu ptaka |
Pewnie większość ludzi zna z autopsji sytuację, gdy wydaje
się, że najgorsze już za nimi a los w tym momencie płata im figla i dobitnie
pokazuje, że byli w błędzie. Tak się dziś właśnie stało w przypadku mojej
osoby. Zatem jadę z suplementem do wczorajszego wpisu odnośnie pielgrzymów (klik).
Temat jest obszerny i na pewno nie da się go wyczerpać w jednym wpisie, ale
wydawało się, że wszystko co najgorsze zostało już opisane.
Okazuje się, że nie. Pierwsza rzecz: pisałem wczoraj o
jednym dniu w roku, kiedy Warszawiacy muszą przecierpieć niedogodności
jasnogórskich eventów. Niestety, dziś znów przyszło mi zmierzyć się z tą
pielgrzymkową plagą, w podobnych okolicznościach co wczoraj. Miejsce było inne,
ale jego charakterystyka podobna. Skrzyżowanie Grzybowskiej z Towarową – ulicą łączącą
Al. Solidarności z Al. Jerozolimskimi, Grójecką oraz Żwirki i Wigury. Jedna
prowadzi do centrum, druga na Ochotę a trzecia na lotnisko. Od razu można się
domyślić że w porannych godzinach szczytu ślęczy tam pół miasta w korkach.
Przejazd przez Towarową został zablokowany przez policję.
Wkurzali się kierowcy, pasażerowie autobusów i piesi. Czekałem 5 minut ale gdy
zorientowałem się że oni nie zamierzają się zatrzymywać znów musiałem przebijać
się przez dziki tłum, mimo że to ja miałem zielone. No ale skoro radiowóz na
sygnale przepuścili dopiero po komendzie policjanta by przepuścić pojazd
uprzywilejowany to co się łudzić że przepuszczą ludzi idących do pracy Niemniej
jednak te 5 minut dało mi możliwość rozwikłania kolejnych tajemnic pielgrzymów
i nie tylko.
Pierwszy wniosek jaki się nasuwa – pielgrzymi nie jedzą
Snikersa i dlatego zaczynają gwiazdorzyć.
![]() |
| pielgrzym wita się z napotkanymi po drodze ludźmi |
Objawia się to w celebryckiej
postawie jaką prezentują podczas chodzenia. Jeżeli pielgrzym nie niesie
tabliczki z napisem że to pielgrzymka (jakby ktoś nie wiedział) albo nie tacha
innych bembetli to idzie przez miasto jak gwiazda która wita się z fanami, z
wyciągniętą ręką pozdrawia wszystkich jakby był idolem przechodniów. Dodatkowo każdy
gest ręką ze strony osób postronnych interpretują jako uwielbienie dla nich i
łaskawie raczą mu odpowiedzieć swoim pozdrowieniem, jakby postronnemu tylko
tego do szczęścia brakowało. To ciekawe, że gdy zdecydowałem się na atak na
tłum, mój gest, znaczący mniej więcej tyle co „wypier… mi z drogi” został
potraktowany jak pozdrowienie. Widocznie takie pielgrzymy myślą, że wszyscy
którzy stoją na poboczu ich trasy przyszli ich podziwiać i uwielbiać, nikt z
nich nie pomyśli, że Ci postronni znaleźli się tam przypadkiem.
Wniosek drugi: działają zasady psychologii tłumu. A
generalnie tłum jest głupi i w tym przypadku objawia się to w bezmyślnym
podążaniem za jednostką wiodącą. W tej roli z reguły występuje ksiądz, który na
swoją sutannę narzuca pomarańczową kamizelkę pożyczoną od robotników pracujących
przy rurociągach, dzięki czemu wygląda jak Joker z fimów o Batmanie w sukience
idealnie czarnej, bo wypranej w Perwolu z odblaskową marynarką świecącą niczym księżyc
w bezkresie ciemności. Reszta idzie za nim jak zmarły w kierunku światła,
bezgranicznie wierząc że przewodnik jest wielce oświecony i wybawi ich od zła i
niebezpieczeństw podróży (w szczególności od tirów, autobusów, gradu, zamieci i
Magdy Gesler). Gdyby zatem ten naczelny ksiądz się niechcący potknął i upadł,
to nikt by mu nie pomógł. Wszyscy w jednym momencie poszli by w jego ślad,
zarywając mordą o glebę.
Wniosek trzeci, a w zasadzie obserwacja nie dotyczy już
dzikiego tłumu idącego przez miasto, ale
![]() |
| przedstawiciel drugiej grupy obserwuje pielgrzymkę |
tych którzy ich obserwują. Tych ludzi
można podzielić na dwie grupy: pierwsza, do której zaliczam się ja, którzy
przypadkowo wpadli na ten przemarsz i najchętniej by jego uczestników wysłali
na kurs ruchu drogowego i drugich, którzy wykazują zainteresowanie idącym
tabunem jakby było się czym ekscytować. Pierwszymi nie będziemy się zajmować,
bo to osoby które mimowolnie padły ofiarami systemu, pozwalającemu na takie
łażenie po ulicy pod przykrywką kultu Maryjnego. Do drugiej grupy zaliczają się
głównie emeryci, którzy nie wiedzieć czemu nie biorą w pielgrzymce udziału.
Niemal wszyscy odmachują na pozdrowienia pielgrzymów, wzmagając w ten sposób
ich poczucie gwiazdorstwa. Efekt jest zdopingowany przez totalnych krejzoli,
którzy wyjmują telefony i aparaty i fotografują ten marsz, co tylko utwierdza
pielgrzymów w ich przekonaniu o wielkości misji jakiej się podjęli. Wszyscy Ci
emeryci natomiast poza wymachiwaniem i pstrykaniem, wgapiają się w idących jak
ciele w malowane wrota. Wysunięta do przodu szczenna, i wytrzeszczone gały,
rozwarte w 5 złotych obserwujące rozwój wydarzeń. Zupełnie jakby widok
maszerującego stada ludzi, machających grabami do wszystkiego co się rusza i
drących japę jakby ich ze skóry obdzierali był czymś niezwykłym
W takich pielgrzymkach z reguły udział bierze kilka tysięcy
osób. Nie dziwne zatem że biura podróży upadają skoro okazuje się, że
najlepszym organizatorem wakacyjnych evetnów i wycieczek jest Kościół.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz