"Osobiście współczuję naszym komikom i kabareciarzom, ponieważ zdaję sobie sprawę, jak ciężko jest wymyślić groteskę, która będzie bardziej absurdalna niż polska rzeczywistość" - autor bloga
"Po przeczytaniu treści na tym blogu, możesz przyjąć punkt widzenia autora, lecz jeśli wolisz możesz pozostać przy swoim zdaniu, żyjąc ze świadomością, że jesteś w błędzie" - autor bloga

środa, 6 sierpnia 2014

Niemilczenie nieowiec - suplement

pielgrzymka z lotu ptaka
Pewnie większość ludzi zna z autopsji sytuację, gdy wydaje się, że najgorsze już za nimi a los w tym momencie płata im figla i dobitnie pokazuje, że byli w błędzie. Tak się dziś właśnie stało w przypadku mojej osoby. Zatem jadę z suplementem do wczorajszego wpisu odnośnie pielgrzymów (klik). Temat jest obszerny i na pewno nie da się go wyczerpać w jednym wpisie, ale wydawało się, że wszystko co najgorsze zostało już opisane.

Okazuje się, że nie. Pierwsza rzecz: pisałem wczoraj o jednym dniu w roku, kiedy Warszawiacy muszą przecierpieć niedogodności jasnogórskich eventów. Niestety, dziś znów przyszło mi zmierzyć się z tą pielgrzymkową plagą, w podobnych okolicznościach co wczoraj. Miejsce było inne, ale jego charakterystyka podobna. Skrzyżowanie Grzybowskiej z Towarową – ulicą łączącą Al. Solidarności z Al. Jerozolimskimi, Grójecką oraz Żwirki i Wigury. Jedna prowadzi do centrum, druga na Ochotę a trzecia na lotnisko. Od razu można się domyślić że w porannych godzinach szczytu ślęczy tam pół miasta w korkach.

Przejazd przez Towarową został zablokowany przez policję. Wkurzali się kierowcy, pasażerowie autobusów i piesi. Czekałem 5 minut ale gdy zorientowałem się że oni nie zamierzają się zatrzymywać znów musiałem przebijać się przez dziki tłum, mimo że to ja miałem zielone. No ale skoro radiowóz na sygnale przepuścili dopiero po komendzie policjanta by przepuścić pojazd uprzywilejowany to co się łudzić że przepuszczą ludzi idących do pracy Niemniej jednak te 5 minut dało mi możliwość rozwikłania kolejnych tajemnic pielgrzymów i nie tylko.

Pierwszy wniosek jaki się nasuwa – pielgrzymi nie jedzą Snikersa i dlatego zaczynają gwiazdorzyć.
pielgrzym wita się z napotkanymi po drodze ludźmi
Objawia się to w celebryckiej postawie jaką prezentują podczas chodzenia. Jeżeli pielgrzym nie niesie tabliczki z napisem że to pielgrzymka (jakby ktoś nie wiedział) albo nie tacha innych bembetli to idzie przez miasto jak gwiazda która wita się z fanami, z wyciągniętą ręką pozdrawia wszystkich jakby był idolem przechodniów. Dodatkowo każdy gest ręką ze strony osób postronnych interpretują jako uwielbienie dla nich i łaskawie raczą mu odpowiedzieć swoim pozdrowieniem, jakby postronnemu tylko tego do szczęścia brakowało. To ciekawe, że gdy zdecydowałem się na atak na tłum, mój gest, znaczący mniej więcej tyle co „wypier… mi z drogi” został potraktowany jak pozdrowienie. Widocznie takie pielgrzymy myślą, że wszyscy którzy stoją na poboczu ich trasy przyszli ich podziwiać i uwielbiać, nikt z nich nie pomyśli, że Ci postronni znaleźli się tam przypadkiem.

Wniosek drugi: działają zasady psychologii tłumu. A generalnie tłum jest głupi i w tym przypadku objawia się to w bezmyślnym podążaniem za jednostką wiodącą. W tej roli z reguły występuje ksiądz, który na swoją sutannę narzuca pomarańczową kamizelkę pożyczoną od robotników pracujących przy rurociągach, dzięki czemu wygląda jak Joker z fimów o Batmanie w sukience idealnie czarnej, bo wypranej w Perwolu z odblaskową marynarką świecącą niczym księżyc w bezkresie ciemności. Reszta idzie za nim jak zmarły w kierunku światła, bezgranicznie wierząc że przewodnik jest wielce oświecony i wybawi ich od zła i niebezpieczeństw podróży (w szczególności od tirów, autobusów, gradu, zamieci i Magdy Gesler). Gdyby zatem ten naczelny ksiądz się niechcący potknął i upadł, to nikt by mu nie pomógł. Wszyscy w jednym momencie poszli by w jego ślad, zarywając mordą o glebę.

Wniosek trzeci, a w zasadzie obserwacja nie dotyczy już dzikiego tłumu idącego przez miasto, ale
przedstawiciel drugiej grupy obserwuje pielgrzymkę
tych którzy ich obserwują. Tych ludzi można podzielić na dwie grupy: pierwsza, do której zaliczam się ja, którzy przypadkowo wpadli na ten przemarsz i najchętniej by jego uczestników wysłali na kurs ruchu drogowego i drugich, którzy wykazują zainteresowanie idącym tabunem jakby było się czym ekscytować. Pierwszymi nie będziemy się zajmować, bo to osoby które mimowolnie padły ofiarami systemu, pozwalającemu na takie łażenie po ulicy pod przykrywką kultu Maryjnego. Do drugiej grupy zaliczają się głównie emeryci, którzy nie wiedzieć czemu nie biorą w pielgrzymce udziału. Niemal wszyscy odmachują na pozdrowienia pielgrzymów, wzmagając w ten sposób ich poczucie gwiazdorstwa. Efekt jest zdopingowany przez totalnych krejzoli, którzy wyjmują telefony i aparaty i fotografują ten marsz, co tylko utwierdza pielgrzymów w ich przekonaniu o wielkości misji jakiej się podjęli. Wszyscy Ci emeryci natomiast poza wymachiwaniem i pstrykaniem, wgapiają się w idących jak ciele w malowane wrota. Wysunięta do przodu szczenna, i wytrzeszczone gały, rozwarte w 5 złotych obserwujące rozwój wydarzeń. Zupełnie jakby widok maszerującego stada ludzi, machających grabami do wszystkiego co się rusza i drących japę jakby ich ze skóry obdzierali był czymś niezwykłym

W takich pielgrzymkach z reguły udział bierze kilka tysięcy osób. Nie dziwne zatem że biura podróży upadają skoro okazuje się, że najlepszym organizatorem wakacyjnych evetnów i wycieczek jest Kościół.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz