Na początku bierzemy pod uwagę dwa związki chemiczne – wodę i glikol. Woda zamarza w temperaturze zera stopni Celcjusza, glikol to alkohol polihydroksylowy, co sprawia że w Polsce nie zamarza bo nie zdąża. Z reguły pochłaniany jest przez koneserów tanich trunków, którzy skutecznie obalają tezę o jego szkodliwości dla organizmu. Jednak poza granicami Polski, głownie na zachód glikol zamarza w temperaturze -13 stopni Celcjusza. Generalnie szału nie ma. Lecz po utworzeniu z tych dwóch elementów mieszaniny jednorodnej, wodne związki glikolu są w stanie nie zamarzać nawet przy -35 stopniach Celciusza.
Powyższe zjawisko można zobrazować wieloma innymi
przykładami, często łączenie polimerów o różnych właściwościach pozwala
otrzymać nowy materiał o ciekawych właściwościach nie będących sumą właściwości
jego składników w proporcji zgodniej ze stosunkiem dozowania każdego z nich.
Jest to tzw efekt synergii, w którym właściwości wynikowe elementu
wielokoskładnikowego są odmienne od właściwości wszystkich jego składników.
![]() |
| kliknij żeby powiększyć |
1.
Gry liczbowe
Totalizator sportowy, będący właścicielem LOTTO specjalizuje
się w robieniu niektórym wody z mózgu. Istnieje gdzieś w ludziach przekonanie,
że trochę hazardu jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a los tani więc można
spróbować. Inwestują oni gdzieś tam wyskrobane z zakamarków portfela 3 PLN na
los, choć mało komu ta inwestycja się zwróciła. W ogólności mało kto rozpatruje
zakłady z punktu widzenia biznesowego, 3 PLN nie wygląda strasznie a w
perspektywie ogromnej wygranej może stać się zbawienne. W rzeczywistości
nałogowy LOTTO player, grający codziennie od kilku lat, jak już wygra te 100
tysięcy to dopiero po odjęciu kosztów poniesionych na zakup wszystkich zakładów
wychodzi na zero. Nawet jeżeli po drodze notował drobniejsze wygrane.
Taktyki skreśleń liczb, jak to je nazywają sami skreślający,
są różne. Jedni przez 40 lat skreślają te
same cyfry, drudzy opierają się na
datach urodzin, ślubów i nie wiadomo czego jeszcze, kolejni stosują astrologię,
numerologię i moce nadprzyrodzone i szukają w gwiazdach odpowiedzi na pytanie,
jaki będzie wynik losowania. Potem siedzą przed telewizorem śledząc losowanie,
obiecują że więcej nie będą grać, po czym próbują ponownie.
Nie wiem skąd w ludziach bierze się chęć walki z żelaznymi
zasadami matematyki, która na dodatek często oparta jest na dziwnych
przekonaniach o braku przypadkowości zdarzeń i tego, że wszystko ma jakiś cel. Gdyby
takim ludziom w wyniku splotu różnych wydarzeń spadło na głowę kowadło, uznaliby że to nie wypadek, to przeznaczenie. Jabłko które rypło Newtona w baniak to też
było przeznaczenie. I nie miało tu znaczenia, że siedział pod jabłonią, bo po
prostu gdzieś tam było mu kiedyś pisane, że ma oberwać applem w cymbał.
Generalnie kiedy już nastąpi zwolnienie blokady to
obracający się bęben maszyny losującej staje się narzędziem ślepego losu, by
przeznaczeniu stało się zadość. Mało kto zdaje sobie sprawę że to przeznaczenie
da się opisać w parametrach statystycznych i w rzeczywistości przeznaczenie
staje się prawdopodobieństwem (też na „p”).
Nie trzeba być Newtonem, ani nie trzeba przyjmować jabłka na
banię żeby dojść do matematycznych wniosków w oparciu o wiedzę licealną ze
statystyki, której większość nie posiada, albo po prostu zastanowić się chwilę
by zauważyć że prawdopodobieństwo wygranej jest raczej marne.
Ale skoro już mowa o Newtonie to całość problemu szans
opiszemy przy wykorzystaniu dwumianu Newtona zgodnie z którym potęgę wielomianu
(x+y)^n można zapisać jako sumę jednomianów w postaci ax^k*y^(n-k). Dzięki temu
prostemu twierdzeniu policzymy sobie dlaczego prędzej kaktus na dłoni wyrośnie
niż wygra się w totka.
Bez przedłużania – każdy powinien wiedzieć (ale raczej nie
każdy wie) że prawdopodobieństwo trafienia x liczb z 6 wylosowanych z puli 49
opisane jest wzorem:
Dlaczego tak jest – jak ktoś jest dociekliwy to odsyłam do
wykładów z matematyki (nie będę wszystkiego tłumaczył).
Wiadomo również (z tych samych źródeł) że:
W tym momencie mamy już komplet informacji aby przekonać
się, że trafienie szóstki to wyczyn bez precedensu.
Poniżej można sobie zobaczyć jaka jest szansa, że
„przeznaczenie” będzie zgodne z naszymi oczekiwaniami (1):
![]() |
| kliknij se na to ludziu, żeby cokolwiek zobaczyć |
W zaistniałej sytuacji wychodzi na to, że zamiast trafiać
szóstkę w totka, żeby do końca życia spędzać czas na Kanarach, lepiej będzie
usiąść pod jabłonią, oberwać jabłkiem w łeb, odkryć jakieś nowe prawo ciążenia
2, dostać Nobla i dopiero planować dożywotni urlop. Mniej nerwów, po prostu.
1.
Zakłady bukmacherskie
Kolejne instytucje z serii „dzieło szatana”, które dybią na
kasę fanów teorii przeznaczeń albo pseudoekspertów sportowych.
Kiedyś modne było obstawianie wyścigów konnych, gdzie
ludziska za pieniądze obstawiali zakłady, który „kuń” szybciej będzie miał dość
drącego japę dżokeja, krzyczącego „szybciej, szybciej” i dla świętego spokoju
pierwszy przybiegnie do mety.
Obecnie w wydarzeniach sportowych obstawiać można wszystko,
od wyników końcowych, przez możliwe sytuacje w trakcie, do koloru gaci w
których Kliczko wyskoczy w niedziele na ring by obić komuś mordę.
Ograniczające się kiedyś głównie do wskazania zwycięzcy
zakłady były przez lata skrupulatnie rozbudowywane. Dziś nie obstawia się tylko
zwycięzcy meczu, można obstawiać ile bramek strzeli gospodarz, jaka będzie
różnica bramek, kto pierwszy trafi, kto pierwszy dostanie żółtą kartkę i w
której minucie. Są też zakłady długodystansowe, gdzie w sierpniu obstawia się
kto zostanie mistrzem Polski w czerwcu następnego roku. Dla ambitnych jest też
wariant wakacyjny w przykładowym wydaniu „czy Luis Suarez przejdzie tego lata
do Realu Madryt”.
Taktyki wypełniania kuponów są bardziej ustabilizowane niż w
LOTTO, głównie dlatego, że wydarzeniami sportowymi rządzi dużo mniejsza doza
przypadku. Generalnie możliwe jest, że Wyspy Owcze pokonają reprezentację
Niemiec, ale jakoś nie za często widuje się kupony ze wskazaniem na tych
pierwszych. Niemniej jednak istnieje taktyka „na przypał”, która nie różni się
wiele od gry w
Drugi wariant to rzecz jasna obstawianie z głową, które nie
gwarantuje tak wysokich kokosów, bo opiera się o racjonalny wybór rezultatu.
Różnicuje się stopień drobiazgowości analizy grającego w stosunku do
obstawianych eventów. Jedni znają się na dyscyplinie i obstawiają zgodnie z
logiką, inni przychodzą z zeszytem A4 gdzie mają zapisane, kto i w której
drużynie nie zagra za kartki, jaka będzie wysokość murawy i jej odbojność, oraz
czy badacze zjawisk paranormalnych nie przewidują inwazji Marsjan w okolicach
stadionu.
Aby zrozumieć istotę działania zakładów bukmacherskich
trzeba zauważyć że kursy na faworytów są tak niskie, że aby wygrać jakąś
sensowną kwotę trzeba obstawić sporo wyników. Za tym idzie oczywiście ryzyko
pomyłki, ponieważ jeden błędnie obstawiony event i kupon szlag trafia. A tu już
akurat rządzi czysta statystyka, której nie chce mi się omawiać, bo w ogólnym
ujęciu jest zbliżona do tej, która obowiązuje w LOTTO. Im większa kasa tym
większe ryzyko.
To co najbardziej doprowadza ludzi do szewskiej pasji, to
tzw. pewniak. Pewniak jest to kupon mega asekuracyjny gdzie w meczu między
Niemcami a Wyspami Owczymi, nie obstawia się zwycięstwa Niemiec ale zaznacza
się że Niemcy nie przegrają. Mianem tym określa się te kupony, gdzie schemat
obstawień jest tak dobrany, by nie istniało jakiekolwiek racjonalne wyjaśnienie
na jego nietrafność.
Pewniak jest niskodochodowy, więc albo gra się za większą
kasę, albo obstawia się dużo wyników. Tak czy owak, pewniaki mają to do siebie,
że nie wchodzą bo jakiś tłumok potknie się przy wykonywaniu karnego i zamiast
zwycięstwa faworyta będzie remis. Błąd pewniaka powoduje frustrację u
grającego, bo przecież miało być pięknie, a tylko stracił on kasę. W konsekwencji
grający pała rządzą zemsty na zakładzie, więc znów idzie obstawiać, bo nie
godzi się aby ktoś zarabiał jego kosztem. Zakład bukmacherski ma więc stałego
naiwniaka, który notorycznie będzie zostawiał u nich trochę kasy. A co jak
wygra jakąś większą kwotę? To również świetnie, bo dojdzie do wniosku, że skoro
mu tak świetnie idzie to będzie obstawiał dalej, aż do przehulania całej
wygranej.
2.
Konkursy sms
Ta forma naciągactwa cieszy się dużą popularnością wśród
naciągaczy, ze względu na to, że jest tania, łatwa w realizacji i pozwala
jednocześnie zagiąć parol na portfele wielu klientów sieci komórkowych. Dostaje
się wiadomość z pytaniem konkursowym a następnie aby wziąć udział w losowaniu
należy wysłać odpowiedź na 7484 za 11,49 plus vat. Aby zwiększyć swoje szanse
najlepiej jest wysłać od razu pięć. Wielu, którzy postanowili szczęściu pomóc
nie tylko nie rozmnożyło w ten sposób wydanej kasiory ale już jej w życiu na
oczy nie widziało.
Pytanie z reguły jest tak ułożone by każdy kto otrzyma sms
miał szansę na poprawną odpowiedź, bez
względu na stan posiadanej wiedzy.
Zazwyczaj należy odpowiedzieć jakiego koloru jest żółty motyl a) zielony b)
żółty c) seledynowy z lekką nutką dekadencji. Zupełnie odmienną sprawą jest to,
że poprawna odpowiedź to pojęcie względne, ponieważ każda z tych odpowiedzi
jest poprawna. Bo tu nie chodzi o to by zorganizować konkurs, tylko by
sprzątnąć kasę od jak największej liczby naiwniaków.
Z reguły zatem nie kończy się na pojedynczej sekwencji
wiadomość – odpowiedź, ale jest to dopiero gra wstępna. Potem przychodzą
kolejne sms’y z równie durnymi pytaniami w treści, na które odpowiedzieć trzeba
by utrzymać się w grze. Możliwe nawet, że na końcu ktoś tam wygrywa tą kasę co
jest do wygrania, ewentualnie samochód. Reszta w większości spróbuje jeszcze
raz przy następnej okazji.
3.
Synergy power
Istota całej rzeczy sprowadza się do próby osiągnięcia
efektu American Dream. Odmienić swój los szybko, skutecznie i tanim kosztem.
Polacy kombinowanie co zrobić, żeby zarobić a się nie narobić mają we krwi.
Pierwszy bodziec to szybki i łatwy zarobek. Inwestujemy parę
groszy, wykonujemy kilka prostych operacji i dostajemy równowartość RR
Phantom’a. To skuteczny lep, bo niewiele jest do stracenia a wiele do zyskania.
Drugi bodziec to niewielki jednorazowy wydatek, bo
każdorazowe wzięcie udziału w zabawie nie wiąże się ze stosunkowo dużymi
kosztami. Duże w tym wszystkim mają być tylko zyski. Mało kto kalkuluje jaki jest sumaryczny
poniesiony koszt wszystkich straconych szans. Kup codziennie los za 3 PLN, to
rocznie zejdzie Ci 3 PLN * 6 dni (bo w niedzielę nieczynne) * 52 tygodnie w
roku daje 936 PLN na samo opłacanie straconej nadziei trafienia na listy
FORBS’a.
Bodziec trzeci to bezmyślność, która nawet przy pewnym już
doświadczeniu życiowym (w końcu grać wolno dopiero od 18 roku życia) pozwala
myśleć, że ktoś da nam coś za prawie darmo, jeszcze bez większego wysiłku. Ludziom
wydaje się że ponoszą koszty niewielkie, co ich napędza. Mało kto zastanowi się
uprzednio, że gdyby organizatorowi nie opłacało się pobierać tak niewielką
kwotę, to albo by ją podniósł albo zmienił branżę. Tym bardziej nikt nie
próbuje dopatrywać się gdzieś w tym podstępu. Ot nagle, powstał wolontariat,
gdzie ludzie popracują dla rozrywki by tylko móc kogoś uszczęśliwić kwotą
złożoną z 7 cyfr. Bzdura!
Bodziec czwarty to złudna nadzieja, że kiedyś w końcu musi
się udać. Nie musi. Nie istnieje, żadna zasada określająca, że ze zbioru n-elementowego przy dążącej do nieskończoności liczbie prób, każde zdarzenie
elementarne musi wystąpić co najmniej raz. Ludzie kierują się własnościami
rachunku prawdopodobieństwa, choć niewielu ma tego świadomość i wiedzą że w
przypadku losowania jednego elementu ze zbioru n-elementowego gdzie
prawdopodobieństwo wybrania każdego elementu jest takie samo, każdy element
zbioru ma jednakową szansę na wylosowanie. W rzeczywistości jednak definicja
zaznacza, że w wyniku próby losowej zachodzi co najmniej jedno zdarzenie
elementarne. Dlaczego więc ludzie patrzą na całość tylko z jednej strony,
twierdząc że w dążącej do nieskończoności liczbie prób liczba wylosowań każdego
z elementów nie będzie znacznie odbiegać od liczby wylosowań elementów
pozostałych (co doświadczalnie sprawdza się w ponad 99% przypadków), a nie
przyjmują do siebie myśli, że bez względu na liczbę prób losowana będzie tylko
skończona liczba elementów k gdzie k<<n (2) gdzie n jest mocą zbioru, a w
skrajnym przypadku k wyniesie 1? Albo mówiąc po człowiekowemu – dlaczego
zakłada się, że skoro każdy ma szansę na wygraną, to musi w końcu przyjść kolej
na mnie, a szansę na to, że przez kilka lat w każdym losowaniu będzie wygrywać
jedna i ta sama osoba uważa się za niedorzeczność?
Te wszystkie czynniki, w połączeniu z jeszcze wieloma tu nie
wymienionymi tworzą efekt synergii, sprawiający, że hazard staje się nałogiem.
Parę lat temu w stanach, jakiś facet, pozwał do sądu kasyno, ponieważ miało być
ono odpowiedzialne za rozpad jego rodziny. Ponoć wina kasyna była taka, że za
każdym razem gdy facet pojawiał się w jego progach, częstowano go „za darmo”
szklanką drogiego Whyskacza, potem traktowano również w sposób szczególny. Inna
sprawa, że w taki sposób traktowano tam wszystkich klientów. Ta uprzejmość była
powodem dla którego facet coraz częściej wpadał na partyjkę, przegrywał trochę
kasy, aż doprowadził się do bankructwa. Idiotyzm człowieka i doskonała taktyka
właścicieli kasyna.
Ale skoro istnieją ludzie, lubiący ryzyko, to dlaczego nie
będą grali na giełdzie, gdzie też o wyniku finansowym decyduje w dużej mierze
przypadek, ale istnieje zdecydowanie więcej narzędzi przewidywania. Giełda to
strategia a nie tylko łut szczęścia. Ale ma jedną wadę. Bo im większe ryzyko
tym większe pieniądze. Na giełdzie nie można jednego dnia zainwestować dyszki
by następnego być już milionerem. A w grach można. Ot mamy doskonały przepis
jak przepuścić swoje ciężko zarobione pieniądze i nic z tego nie mieć.
(1) Po kliknięciu linku [KLIK] możliwe będzie pobranie arkusza kalkulacyjnego na podstawie, którego stworzona została zamieszczona tabela. Arkusz jest zablokowany do edycji, niemniej jednak istnieje możliwość wyświetlenia formuł w pasku formuły, wyliczających poszczególne wartości, w celu sprawdzenia poprawności prezentowanych wyników
(2) Symbole '>>' oraz '<<' oznacza "dużo większe/mniejsze" i jest
powszechnie stosowane w matematyce choć nie zostało określone liczbowo ani nawet
przedziałowo. Dla podanego przykładu należy założyć że mowa tu o wartościach wielokrotnie większych./mniejszych (co najmniej kilka rzędów wielkości)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz