Fanem marki BMW jestem od lat dziecięcych i zawsze ceniłem
sobie w niej to co ceniła sobie większość fanów koncernu – połączenie dynamiki
z luksusem i potężnej mocy z piękną linią. To też pamiętam jakie zdziwienie i
oburzenie wywołała prezentacja koncepcji E65 odchodząca od kanciastych,
ciosanych kształtów na rzecz nowej koncepcji. Dziś wiadomo, że projektant
tamtego samochodu chciał by auto nawet po kilku latach nadal prezentowało się
nowocześnie. Niemniej jednak był to szok, dla miłośników tych „klasycznych”
BMW, który zapanował również w Polsce. To też tym bardziej dziwi sytuacja jaką
obserwować można obecnie.
Kiedy po rozpoczęciu produkcji modelu E71 w 2008 roku
pierwszy raz go zobaczyłem to zbaraniałem. W pierwszej chwili wydawało mi się,
że ten samochód to żart ze strony BMW – od taki SUV typu nie wiadomo co. Nie
mieściło mi się w głowie, że takie paskudztwo można traktować poważnie, a na
pewno, że firma słynąca z pięknych samochodów może na poważnie brać ten
projekt.
Niestety, użytkownicy samochodów na żarcie się nie poznali i
lawinowo zaczęli wykupywać kolejne egzemplarze. Obecnie strach wyjść na ulicę
Warszawy, żeby nie natknąć się na jakieś X6 po drodze. Dziś na odcinku ok 1,5
km na stołecznych ulicach naliczyłem ich aż 7(!). I już 8 lat czekam aż ktoś mi
wyjaśni co takiego jest w tym samochodzie, że jego popularność jest tak wysoka.
To auto wygląda jak projekt nabazgrany na kolanie, w czasie
przerwy na lunch. O linii nadwozia nie ma za bardzo jak pisać, bo nie da się
tego opisać. Przedni zderzak wypchany gdzie się dało wlotami powietrza, maska
typowa dla BMW, za nią mocno pochylona przednia szyba i nad nią linia dachu
która ni cholery nie pasuje do reszty i wygląda jak odręcznie narysowana na
odpieprz linia. Gdzieś tam kończy się dach i zaczyna tylna szyba a za nią
pionowa ściana bagażnika, która wygląda jakby tam początkowo coś było z tyłu
ale niechcący zostało ucięte tasakiem. Ten samochód wygląda jak zderzenie
lodówki z pralką.
Początkowo można było odnieść wrażenie że lecą na niego
kobiety. Ile razy przejeżdżało X6 to za kółkiem siedziała wytapetowana panienka
z toną tapety na ryju i lepiącymi się od lakieru włosami. Zawsze taka cizia
albo gadała przez telefon, albo pisała SMS, albo poprawiała szpachlę na gębie
wgapiona w lusterko osłonki przeciwsłonecznej. Tak było kiedyś. Teraz okazuje
się że te auta użytkowane są też przez facetów… No przecież to zakrawający na
śmieszność widok jak parkuje X6 na chodniku w centrum a ze środka wysiada chłop
w garniaku, wystylizowany na biznesmena, który auto pożyczył od żony.
![]() |
| nawet agrotunerzy nie są w stanie już bardziej oszpecić tego auta |
W całej tej farsie mają miejsce dwa dramaty – pierwszy że
BMW – jedna z najbardziej szykownych i eleganckich marek samochodowych wypuściła
na rynek jedno z najbardziej ohydnych aut jakie jeździły po planecie i drugi że
ludzie to kupili. Po prostu, fani aut BMW z lat 80 i 90, którzy ginęli w
klasycznych bemwicach przewracają się teraz w grobie. X6 nie bronią nawet
parametry jazdy – w testach nie wypada lepiej od modelu X5, który nie tylko
jest dynamiczny ale również jest ładny i proporcjonalny. I jeżeli X6 jest w
jakiś sposób wstępem do tego, jak może wyglądać motoryzacja w przyszłości to ja
poproszę jednak o szybki koniec świata.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz