"Osobiście współczuję naszym komikom i kabareciarzom, ponieważ zdaję sobie sprawę, jak ciężko jest wymyślić groteskę, która będzie bardziej absurdalna niż polska rzeczywistość" - autor bloga
"Po przeczytaniu treści na tym blogu, możesz przyjąć punkt widzenia autora, lecz jeśli wolisz możesz pozostać przy swoim zdaniu, żyjąc ze świadomością, że jesteś w błędzie" - autor bloga

środa, 27 kwietnia 2016

Język polski


W gamie przedmiotów szkolnych jedną z najjaśniejszych pozycji pełni przedmiot o wdzięcznej nazwie język polski. Jest to przedmiot notorycznie ciągnący się przez wszystkie lata edukacji. Począwszy od pierwszej klasy szkoły podstawowej katuje się uczniów nauką języka polskiego przez 12 ustawowych lat nauki, zwieńczonych obowiązkową maturą z tego przedmiotu i to w wydaniu zarówno ustnym jak i pisemnym. Mimo że wyniki owej matury rok w rok pokazują że tuzin lat nauki tego gniota to czas w dużej mierze zmarnowany, język polski od pokoleń nauczany jest w identyczny, przestarzały i prowadzący do zupełnie innego niż zamierzony celu, sposób.

Początki nauki polskiego w żaden sposób nie zapowiadają końcowej klęski edukacyjnej. W pierwszych 2-3 latach podstawówki jest on lubiany przez uczniów i, co jest niezwykłą rzadkością w przypadku przedmiotów szkolnych, jest potrzebny. Uczniowie uczą się wówczas czytać, pisać, konstruować składne zdania i krótkie wypowiedzi. Później przedmiot ten przepoczwarza się w sesję tortur, podzieloną na kilka bloków zagadnień, z których każde kolejne coraz bardziej przyczynia się do maturalnej porażki podsumowującej edukację. Poniżej znajduje się opis poszczególnych bloków tematycznych, ich wpływ na odbieranie przedmiotu, przydatność w życiu codziennym i ewentualnie wpływ na maturalną kompromitację:
  • Gramatyka

Jest to dziedzina wyodrębniona z języka polskiego zajmująca się składnią, budową i poszczególnymi
elementami zdań i zależnościami między nimi. W założeniu programowym miała służyć nauczeniu młodego człowieka umiejętności budowania składnych zdań. W rzeczywistości jest nauką o relacji między podmiotem i orzeczeniem, użyciem przydawki z zdaniu podrzędnym wielokrotnie złożonym i odmianą czasownika defibrylować przez osoby.

Jest to jednak bardzo lubiany przez uczniów zakres wiedzy, głownie ze względu na swoją prostotę (przynajmniej dla uczniów od dzieciaka obcujących z językiem polskim), szablonowość i oczywiście łatwość wyłapania dobrej oceny, która może na koniec semestru okazać się kartą przetargową zaliczenia przedmiotu, wobec rzędu luf zebranych z prac klasowych, wypracowań i prac domowych. Ze względu na swój brak realizacji założonego celu, nawet niezły z gramatyki uczeń dalej pozostaje analfabetą i używa zdań w stylu „Kali mieć krowę”, „Krowa dawać mleko”.

  • Ortografia

Jest to dziedzina powstała tylko po to, by trudny do opanowania język był jeszcze trudniejszy. Jest sztuką albo zgadywania – strzelam że Gibraltar piszę się przez „ch” i „rz” z kropką, albo znajdywania niezwykłych zależności – górzysty pisze się przez „rz” ponieważ „zamienia się” na góra a góra jest przeciwieństwem dołu, a z góry do dołu płynie rzeka która zaczyna się na „rz”. Ma ona za zadanie nauczyć uczniów zasad ortografii, która więcej niż zasad ma wyjątków od nich i w ogóle nie wiadomo po co została wymyślona.

Bardzo popularną formą weryfikacji zdolności władania ortografią są tzw. dyktadna ortograficzne. W jego trakcie nauczyciel dyktuje uczniom wiersz „Chrząszcz” Johna Brzechwy, a uczniowie muszą napisać podyktowaną treść jednocześnie odgadując jak najwięcej ortograficznych pułapek, którymi ten utwór jest naszpikowany jak przybornik Rambo amunicją. Zasad i wyjątków ortograficznych w języku polskim jest tyle, że choćby żyć 1000 lat to niemożliwym staje się opanowanie wszystkich ortograficznych zonków do perfekcji. Dotyczy to również Polonistów, którzy dla bezpieczeństwa na dyktandach używają tylko słów których ortografię zdążyli już wkuć na pamięć.

  • Dyrdymały

Jest to najobszerniejszy blok tematyczny. Wraz z biegiem lat edukacji zanika nauczanie gramatyki i ortografii na rzecz zakatowania uczniów dyrdymałami, przypieczętowując ich ostateczne postrzeganie języka polskiego jako przedmiotu znienawidzonego i bezużytecznego.

Dyrdymały to wszelkie dzieła literackie, którymi poloniści na siłę terroryzują uczniów, zmuszając ich do czytania tych wytworów wyobraźni (i niejednokrotnie marihuany, haszyszu, opium, alkoholu i innych używek). Krótkie dyrdymały czytane są na lekcjach. Dotyczy to w szczególności jakichś wierszyków i innych wymysłów radosnej lirycznej twórczości. Ciężkie i wielostronicowe dyrdymały zadawane są do czytania w domu pod kryptonimem lektura.

Czas zadany na przeczytanie lektury jest zawsze o setki tysięcy razy za krótki niż ten, który rzeczywiście należałoby na to poświecić. W związku z tym powstały bryki. Są to krótkie i treściwe opracowania lektur, zawierające jedynie istotne informacje z fabuły, plany wydarzeń, charakterystyki bohaterów i wszystkie inne informacje, które podczas tzw. „omawiana” nauczyciel będzie chciał wydębić od uczniów. Dzięki brykom uczeń nie musi się przemęczać, ponieważ każdą 300-stronicową książkę pisaną językiem niezrozumiałym nawet po konkretnym spożyciu, można poznać czytając 10 stron opracowania napisanego językiem zrozumiałem dla przeciętnego człowieka.

Kwestia lektur i konieczności ich zmiany była już opisywana we wpisie pt. „Dlaczego należy zmienić listę lektur”. Dlatego też nie będziemy wchodzić w szczegóły omawiania dyrdymałów oraz bezsensowności całego tego procesu. Istotne jest, że cały ten proceder, powtarzany kilkukrotnie semestr w semestr skutecznie zniechęca do sięgania w przyszłości po książki i nakłania do omijania biblioteki szerokim łukiem.

Powyższe trzy bloki stanowią clou nauki języka polskiego. Jak było wspomniane wcześniej ostateczna rozgrywka ucznia z tym przedmiotem ma miejsce na maturze. Część pisemna składa się z dwóch sekcji – czytania ze zrozumieniem gdzie najpierw trzeba zapoznać się z tekstem o niczym aby potem móc odpowiedzieć na kilkanaście debilnych pytań, które tylko w teorii odwołują się do jego treści, oraz wypowiedź pisemna, czyli przeczytanie podanego fragmentu jakiegoś dyrdymału i napisanie minimum 4500 linijek tekstu na temat „na podstawie zamieszczonego fragmentu wyjaśnij w jaki sposób autor postrzega problem etymologii betonu w kontekście dramatu wydarzeń trwającej rewolucji francuskiej”. Część ustna to dwadzieścia minut kompromitacji podczas wygłaszana prezentacji na temat roli pasty do butów w twórczości Adama Mickiewicza, plus następne piętnaście minut jeszcze większej kompromitacji podczas odpowiadania na pytania szanownej komisji, która od samego początku obserwowała ten występ z politowaniem.


Taka mieszanka bloków tematycznych wałkowana przez ponad dekadę życia, połączona z maturalnym armagedonem, celowo nastawionym na uwalanie uczniów, musi w ostatecznym rozrachunku prowadzić do klęski. Niemniej jednak ani poloniści ani ludzie odpowiedzialni za polski system oświaty z ministrerstwem na czele nie widzą potrzeby zmian w nauczaniu ojczystego języka. Oni wszyscy wciąż obstają przy stanowisku, że mizeria efektów nauki to wina wyłącznie uczniów, którzy są leniami patentowanymi i nie chce im się uczyć a efekty tego widać na maturach. Takie podejście do omówionego tu zagadnienia sprawia, że jeszcze przez wiele lat polska młodzież będzie udowadniać jak bardzo nie było warto poświęcać tylu lat na naukę czegoś, co teoretycznie powinno stanowić jedną z podstaw procesu edukacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz