Gdyby usiłować wymienić najistotniejsze problemy z jakimi w
obecnym czasie musi mierzyć się świat to byłoby w czym wybierać. Mamy globalne
zagrożenie terroryzmem, konflikt na Ukrainie, aneksję Krymu i inne działania polityczne
Rosji, uchodźców usiłujących wtargnąć do Europy i wiele, wiele innych. Nic
jednak tak nie bulwersuje jak afera w koncernie Volkswagena.
Jak powszechnie wiadomo, niedawno wyszło na jaw, że
niemiecki producent z deczka naściemniał w rubryczce z informacją o emisji
szkodliwych substancji do atmosfery. A ponieważ w Polsce nie sposób wyjść na
miasto i nie spotkać po drodze kilkudziesięciu Volkswagenów, Audi, Skód czy Seatów
to w całym kraju zapanowało ogromne poruszenie.
Gdy czyta się internetowe fora, ogląda programy
motoryzacyjne bądź zwyczajnie z kimś rozmawia na tematy zawiązane z
technicznymi parametrami samochodów to z reguły mówi się o pojemności i mocy
silnika, liczbie i układzie cylindrów. W dalszej kolejności mówi się o
przyspieszeniu, spalaniu. Ale nie zdarzyło mi się jeszcze spotkać dyskusji na
temat poziomu emisji dwutlenku węgla. Ja na przykład jestem w stanie podać wszystkie
wcześniej wymienione parametry odnośnie swojego samochodu, podać oznaczenia
silnika i skrzyni, maksymalny moment obrotowy. Znam swoje auto na wylot, wiem
nawet jaki ma poziom sprężania, ale ni cholery nie mam pojęcia jaki ma poziom
emisji CO2 do atmosfery. Ale wiem chociaż w jakich jednostkach się to mierzy,
bo wielu posiadaczy aut, których znam nie wie nawet tego.
Usiłuję sobie wyobrazić sytuację gdzie gość wchodzi do
salonu samochodowego i informuje sprzedawcę że szuka auta o określonym poziomie
emisji dwutlenku węgla. Model, silnik, moc, cena, spalanie nie mają znaczenia,
liczy się tylko emisja CO2. A już w ogóle niewyobrażalne jest aby taka sytuacja
stała się normą. Gdyby tak było to poziom oburzenia wśród posiadaczy samochodów
koncernu VW byłby nie do opisania. Kupili auto tego producenta w przekonaniu,
że będą emitować określoną ilość CO2/km a teraz okazuje się że są o wiele mniej
ekologiczni niż myśleli że są. Przecież to niebywała duma gdy jedziesz autem ze
świadomością że emitujesz ledwie 120g CO2/km, a typek na pasie obok aż
121,5g/km. Śmierdziuch jeden. Dobrze że nie mam auta produkcji koncernu VW, bo
w zaistniałej sytuacji bym się chyba spalił ze wstydu.
Należy tutaj przypomnieć że afera dotyczy koncernu
produkującego pojazdy mechaniczne, służące do poruszania się po drogach.
Dlatego też parametr, który nie ma żadnego wpływu na charakterystykę czy
dynamikę jazdy musi być niezwykle istotny w przypadku tego rynku. Jest tak
istotny, że aby go poznać, trzeba zajrzeć do katalogu z danymi technicznymi, bo
nie ma go nawet w dowodzie rejestracyjnym, a jego pomiar nie wchodzi w skład
czynności koniecznych do wykonania podczas przeglądu technicznego.
Wszystko to dowodzi, że nieprzypadkowo media robią tak wielki
szum wokół całej sprawy. Afera zbulwersowała chyba wszystkich posiadaczy
samochodów, nie tylko tych z koncernu VW. Dotyczy bowiem jednego z
najistotniejszych parametrów decydujących o wyborze samochodu przez
potencjalnego nabywcę. Bardzo dobrze więc, ze światowe agencje roztrząsają całą
sprawę a nie zajmują się pierodłami typu światowy terroryzm, czy głód w Afryce.

Nie "z deczka", tylko, jak czytałem, tu cytat z artykułu: "EPA twierdzi, że w stanie do codziennego użytku normy przewidziane dla tlenków azotu przekraczane są 40-krotnie!" - niezłe "deczko".
OdpowiedzUsuńW.